łapanie dystansu

Potem przywołał do siebie tłum razem ze swoimi uczniami i rzekł im: «Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje! (Mk 8,34)

Te bardzo dobrze nam znane słowa Jezusa niekoniecznie muszą odnosić się do chrześcijańskiej ascezy i konieczności akceptacji cierpienia.

Na początku umieśćmy te słowa w szerszym kontekście. Jezus wypowiada je po turning point całej ewangelii Marka, jakim jest wyznanie Piotra. Na pytanie Jezusa „za kogo wy mnie uważacie?” Piotr odpowiedział: „Ty jesteś Chrystus”. Zaraz potem Jezus nauczał uczniów mówiąc o tym, że musi cierpieć, być odrzuconym i zabitym, ale po trzech dniach zmartwychwstanie. Wtedy Piotr wziął Jezusa na bok i, mówiąc kolokwialnie (ale oddając przy tym ciężkość czasownika επιτιμαο), zbeształ Go. Jezus też go zbeształ każąc mu iść za siebie i nazywając szatanem, a później do tłumów zwrócił się słowami: «Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje!…

Mamy tu zdanie warunkowe jeśli kto chce pójść za Mną, w którym padają trzy czasowniki w trybie rozkazującym: niech się zaprze samego siebie, niech weźmie swój krzyż, niech Mnie naśladuje. Każdy kto chciałby pójść za Jezusem musiałby spełnić te trzy „warunki”, używając tego słowa raczej w kontekście analizy gramatycznej (przypomnę, że mamy tu do czynienia ze „zdaniem warunkowym”). Pisać dziś, że Jezus „stawia warunki” jest dość kłopotliwe.

Pierwszym warunkiem tego zdania jest „zaparcie się samego siebie”. W języku greckim wyraża to czasownik απαρνεομαι, który w formie podstawowej αρνεομαι spotkamy u Marka w 14,68, czytamy tam, że Piotr zaparł się Jezusa. Przedrostek απ- nieco zmienia nam zabarwienie tego czasownika i niekoniecznie musi mieć negatywny wydźwięk. Można by go przetłumaczyć: „wziąć dystans wobec samego siebie”, w sensie „przestać koncentrować się na sobie”.

Drugim warunkiem jest „wzięcie swojego krzyża”. Jest to typowo chrześcijański zwrot, który nie pojawia się w literaturze judaistyczno-rabinicznej. Jednak niektórzy doszukują się tu odniesień do księgi Ezechiela, w której czytamy o naznaczaniu ludzi znakiem „taw”, czyli jedną z liter alfabetu hebrajskiego. Na marginesie trzeba wyjaśnić, że Biblia hebrajska jest spisana alfabetem aramejskim, w którym taw wygląda tak: ת. Natomiast w alfabecie hebrajskim był znakiem przypominającym prosty krzyżyk. Nota bene, tym znakiem oznaczeni są w księdze Apokalipsy ci, którzy przynależeli do 144 000 (rozdział 7). Znak ten mówi nam o przynależności do Boga oraz o Bożej ochronie. Odnosząc go do naszego fragmentu, wzięcie krzyża oznaczałoby przyjęcie znaku przynależności do Chrystusa i oddanie się pod Jego opiekę. Natomiast zaimek dzierżawczy swój możemy definiować w relacji do Chrystusa ukrzyżowanego – wybór przynależności do Niego jest zawsze wyborem osobistym.

Trzecim warunkiem jest „naśladowanie Jezusa”, wyrażone czasownikiem ακολουθεω. Wzięcie dystansu wobec siebie oraz zwrócenie się w kierunku Chrystusa prowadzi do podjęcia drogi razem z Nim. Tak więc, nie chodziłoby o to, by sobą pogardzać („zapieranie się” siebie trochę kryje w sobie ten negatywny element), ale by wykonać zwrot od egoizmu w kierunku życia w relacji z Chrystusem. Dwa pierwsze warunki są wyrażone w aoryście, czasie „punktowym” odnoszącym się do jednorazowej czynności. Natomiast „naśladowanie” wyrażone jest w czasie teraźniejszym, to znaczy, że chodzi o jego trwanie. Z kolejnych wersetów dowiemy się, że tych, którzy zdystansują się wobec siebie i zdecydują się nawiązać relację z Jezusem, aby razem z Nim ruszyć w drogę, czeka zwycięstwo.

 

 

W dużej mierze zainspirowany moim profesorem: M. Grilli, L’impotenza che salva, EDB, Bologna 2009, s. 60-63.

a-struktura i niejednoznaczność

Nie jest prostą księgą dla tłumaczy. Po przełożeniu na inne języki traci wiele. Pieśń nad pieśniami to nie marność nad marnościami (choć wiele ma z nią wspólnego), a to, co wydaje się być jej słabością, może pomóc zrozumieć to, czego zrozumieć się nie da.

Pierwszą jej niedoskonałością jest brak jasnych podziałów. Wymyka się strukturom.

Drugą ułomnością są słowa zwane hapax, czyli występujące tylko raz w Biblii. Trudno zakreślić ich dokładne pole semantyczne. Księga-pieśń wymyka się naszemu rozumieniu.

A-strukturalność księgi i wszystkie jej hapax próbują oddać dynamikę tego, co nazywamy miłością między kobietą a mężczyzną (tak powszechnie rozumianą, bez zgłębiania się w jej filozoficzno-teologiczne znaczenia). Taką miałaby być według autora (autorki?) szir haszszirim, pieśni nad pieśniami – bez schematów i poza zasięgiem jednoznacznych słów.

Nie zawsze to, co wydaje się być w tekstach biblijnych ułomne jest od razu jej słabą stroną. Nie zawsze to, co wydaje się być ułomne w ludziach… ups, to już off topic i inna historia. Opowiedzcie ją sobie sami.

nasza ojczyzna jest w niebie

Z 22 rozdziału Dziejów Apostolskich (22,25-29) wynika, że Paweł był obywatelem rzymskim. Czy rzeczywiście nim był? Dlaczego zatem ani razu nie wspomina o tym w swoich listach? Choć argument ex silentio nie jest przekonywujący, to na niekorzyść przemawia jeszcze kilka innych spraw. Po pierwsze, obywatelstwo rzymskie było nadawane bardzo rzadko osobom zamieszkałym we wschodniej części cesarstwa, a szczególnie Żydom. Po drugie. Jeśli Paweł odziedziczył je po ojcu, to w jaki sposób jego rodzina godziła obowiązki wynikające z posiadania rzymskiego obywatelstwa, mianowicie oddawanie czci bogom cesarstwa, z żydowską praktyką religijną? I najważniejsze pytanie, w jaki sposób Paweł mógł pogodzić obowiązki obywatela Rzymu z wiarą w Jezusa, którego tak gorliwie głosił?

 

Dlaczego w takim razie Łukasz w swych Dziejach przypisuje Pawłowi rzymskie obywatelstwo? Mogło to wynikać z trudnej sytuacji w jakiej nagle znaleźli się pierwsi chrześcijanie. Przedstawiając Pawła jako obywatela Rzymu Łukasz mógł podkreślać, że misja Pawła nie była związana z żadną otwartą rebelią przeciwko cesarstwu rzymskiemu. To prawda, że chrześcijaństwo wchodziło w konflikt z cesarstwem ze względu na odrzucenie uczestnictwa chociażby w powszechnym kulcie cesarza. Jednak nie było to związane z formowaniem się politycznej opozycji, ale wynikało z wewnętrznej przemiany tych, którzy uwierzyli w Jezusa. Paweł był zbyt aktywny, a sami Żydzi nie chcieli go widzieć u siebie w synagogach, by nie być posądzonym o nielojalność względem cesarza. Nie raz przecież byli wyrzucani z Rzymu.

 

Jednak nie do końca Łukasz mija się z prawdą o szczególnych prawach jakie posiadał Paweł. Od czasów Juliusza Cezara Żydzi cieszyli się wolnością religijną, a w miastach mieli prawo tworzyć własne struktury administracyjno-sądownicze. Tego typu jednostki prawne były nazywane politeuma. Paweł raz używa tego terminu w znanym nam zdaniu, że „nasza ojczyzna (politeuma) jest w niebie” (Fil 3,20).

 

(częściowo na podstawie: C. Roetzel, Paul. The man and the myth, Edinburgh, 1999)

(nie)obecność

Wspólnoty chrześcijan w Rzymie nie były założone przez Pawła. Do tej pory nie wiemy kto je tam zakładał. Dlatego list Pawła, który dziś znamy jako ΡΟΜΑΙΥΣ, czyli „do Rzymian”, jest dla niego wyjątkowym. Kilka uwag/ciekawostek dotyczących pierwszych wersetów tego listu.

 

*

Paweł nazywa siebie sługą (δουλος) Jezusa Chrystusa, co można tłumaczyć również jako „niewolnik”. Paweł nie myśli o ludziach w kategoriach  „wolni” i „niewolnicy/słudzy”. Wszyscy dla niego są niewolnikami. Jedni są sługami grzechu, który prowadzi do śmierci, a drudzy są sługami wiary, która prowadzi do usprawiedliwienia. Mówienie o tym, że nikt tak naprawdę nie jest wolny (w takim sensie absolutnym) jest już banałem, więc temat ten zostawiam.

 

**

Paweł nazywa siebie również apostołem. Nie nadużywa tego tytułu. Apostołem nazywany jest przez Łukasza Barnaba (Dz 14,14), a sam Paweł używa tego tytułu wobec Andronika i Juniasa (Rz 16,7).

 

***

Nadawcę (Rz 1,1) z odbiorcami (Rz 1,7) dzieli „odległość” aż sześciu wersetów. Przesadą będzie jak powiemy, że nawet „topografia tekstu” ukazuje dystans dzielący Pawła i rzymskie wspólnoty. Choć to przesada, jednak wydaje się być ona interesującą. Pawłowi uwiera jego nieobecność, dlatego w kolejnych wersetach (w. 10-13 i 15) wspomina o potrzebie „obecności” fizycznej w Rzymie. W jakimś sensie Paweł dociera do Rzymu poprzez ten list, jednak mu to nie wystarcza. Moglibyśmy określić tę dynamikę za pomocą słów „nieobecność-obecność”, po grecku apousia-parousia (απουσια-παρουσια). Na pewno paruzja już nam dzwoni w uszach. Jednak tutaj to tylko techniczny zabieg. Te dwa terminy w tych pierwszych wersetach oczywiście nie występują. Aby zmniejszyć dystans Paweł stosuje zabieg retoryczny zwany captatio benevolentiae, mianowicie chwali ich wiarę, mówiąc że jej sława niesie się po całym świecie. Miło. Aby jeszcze bardziej się im przypodobać pisze: „nieustannie o was pamiętam” (w. 9). Trudno mówić o pamięci kogoś kogo się jeszcze nie spotkało, ale dzięki tej hiperboli Paweł nawiązywał pozytywną więź. Widać był nie tylko dobrym retorykiem, ale i dyplomatą.

 

****

W świetle znanych nam słów o zakazie przysięgania na Boga z Mt 5,33-37 oraz Jk 5,12 może nas dziwić, że Paweł powołuje się na Boga jako świadka (w. 9).

 

*****

Jeszcze na koniec skoczmy, nomen omen, na koniec tego listu. Rozdział 16 zaczyna się od słów: „Polecam wam naszą siostrę Febę, która pełni posługę Kościołowi w Kenchrach. Przyjmijcie ją w Panu, jak przystoi świętym. Zaopatrzcie ją też we wszystko, czego mogłaby od was potrzebować, bo i ona była pomocą dla wielu, także dla mnie samego.” W czasach Pawła listy nie były przekazywane przez przypadkowe osoby. Miały one nie tylko list dostarczyć, ale i go przeczytać. Nie zapominajmy, że analfabetyzm w tamtych czasach był czymś powszechnym. Mało tego. „Listonosz” miał pełny autorytet od nadawcy do tego, by wyjaśnić treść listu. Chyba nie trzeba dużo wyjaśniać jak szokujące musiało być dla tamtejszej wspólnoty to, że list dostarczyła Febe, kobieta z Kenchrów.

 

 

List do Rzymian 1,1-17

1 Paweł, sługa Chrystusa Jezusa, powołany na apostoła, wybrany do głoszenia Ewangelii Boga,
2 zapowiedzianej od dawna przez proroków w Pismach Świętych.
3 Jest to Ewangelia o Bożym Synu, Jezusie Chrystusie, Panu naszym. Według ciała – pochodził z rodu Dawida.
4 Według Ducha Świętości  – przez powstanie z martwych został ukazany pełnym mocy Synem Bożym.
5 Przez Niego otrzymaliśmy  łaskę i posłannictwo, aby dla Jego imienia wzywać wszystkie narody do przyjęcia wiary .
6 Wśród nich jesteście i wy – powołani Jezusa Chrystusa.
7 Wszystkim przebywającym w Rzymie, przez Boga umiłowanym , powołanym i świętym, niech będzie łaska i pokój od Boga, naszego Ojca, i od Pana Jezusa Chrystusa.
8 Najpierw  dziękuję mojemu Bogu przez Jezusa Chrystusa za was wszystkich, ponieważ o waszej wierze mówi się szeroko po świecie .
9 Bóg, któremu służę w duchu przez głoszenie Ewangelii Jego Syna, jest mi świadkiem , że nieustannie o was pamiętam .
10 Proszę zawsze w moich modlitwach, abym – jeśli taka będzie wola Boża – mógł kiedyś szczęśliwie do was przybyć.
11 Pragnę was przecież zobaczyć, by podzielić się z wami duchowym darem  dla waszego umocnienia,
12 a raczej dla wzajemnego pokrzepienia wspólnie posiadaną wiarą, waszą i moją.
13 Wiedzcie też, bracia, że wiele razy zamierzałem przybyć do was, aby również u was zebrać jakieś owoce, podobnie jak u innych, ale aż dotąd ciągle pojawiały się przeszkody.
14 Jestem przecież dłużnikiem Greków i barbarzyńców, uczonych i nieuczonych.
15 Dlatego bardzo pragnę także wam, mieszkańcom Rzymu, głosić Ewangelię.
16 Bo ja nie  wstydzę się Ewangelii. Ona jest mocą Boga dla zbawienia każdego, kto wierzy: najpierw Żyda, potem Greka.
17 W niej bowiem sprawiedliwość Boga objawia się dzięki wierze dla wiary, jak jest napisane: sprawiedliwy dzięki wierze żyć będzie.

 

 

p.s. Z tych 17stu pierwszych wersetów najważniejsze są te dwa ostatnie, ale o tym innym razem ;)

heliografia

Susan Sontag, O fotografii, wyd. Karakter, Kraków 2009.

 

Fotografia stała się jednym z najważniejszych wynalazków umożliwiających doznanie czegoś, tworzących pozory uczestnictwa. (17)

 

Wszystkie fotografie mówią: „Memento mori”. (23)

 

Fotografia to zarówno pseudoobecność, jak i świadectwo nieobecności. (24)

 

W gruncie rzeczy aparat zamienia każdego człowieka w turystę wędrującego po rzeczywistości innych ludzi, a ostatecznie także po własnej. (66)

 

 

IMG_2196

 

[…] dystans, który fotografia narzuca, a zarazem zmniejsza: dystans społeczny i dystans w czasie. (67)

 

Fotograf to ktoś par excellence współczesny. W jego oku »teraz« przechodzi w »kiedyś«. (77)

 

[…] poczucie natychmiastowego uczestnictwa. (85)

 

 

IMG_2215

 

Ostatnia Wieczerza Leonarda w Mediolanie dziś raczej nie wygląda lepiej niż dawniej , prawdę mówiąc, wygląda okropnie. Fotografie, gdy niszczeją, drą, plamią, gną, odbarwiają, wciąż wyglądają dobrze, a nawet lepiej niż w chwili powstania. (90)

 

[…] to nieskończenie ponętna, przejmująco redukcyjna metoda radzenia sobie ze światem. (91)

 

Zdjęcia tworzą piękno i – przez pokolenia fotografujących – zużywają je. (94)

 

Ci, którzy są przesyceni obrazami, uważają zapewne, że zachodu słońca są ckliwe; niestety, zanadto przypominają już zdjęcia. (95)

 

Z chwilą […], gdy ludzie zaczęli myśleć fotograficznie, przestali mówić o tak zwanym fotograficznym zniekształceniu. (108)

 

[…] rzeczywistość jest pluralistyczna, fascynująca i do wzięcia. (121)

 

 

IMG_2206

 

[…] dzięki aparatowi wszystko można uczynić interesującym. (121)

 

[…] powołanie fotografii jest „objaśnianie człowieka człowiekowi”. (122)

 

[…] fotografia jest sztuką, gdyż potrafi kłamać. (137)

 

W 1850 roku Delacroix zanotował w swoim dzienniku, że w Cambridge odniesiono sukces w pewnych „doświadczeniach” polegających na fotografowaniu Słońca i Księżyca przez astronomów, którym udało się nawet uzyskać obraz gwiazdy Alfa wielkości główki od szpilki. Delacroix dorzucił następujące „dziwne” spostrzeżenie: światło sfotografowanej gwiazdy przebywa w dwadzieścia lat przestrzeń, która dzieli ją od Ziemi. A zatem promień, który utrwalono na płycie, opuścił sferę niebieską na długo, zanim Daguerre odkrył sposób, który pozwolił mu dokonać tego doświadczenia. (165)

 

Niépce nazwał utrwalanie obrazu na płytce heliografią – „pismem słonecznym” […]. (169)

 

 

IMG_1867

 

Potęga fotografii doprowadziła do deplatonizacji naszego rozumienia świata, sprawiając, że coraz mniej prawdopodobna jest refleksja nad naszym doświadczeniem oparta na rozróżnieniu między obrazami a przedmiotami rzeczywistymi, kopiami a oryginałami. Dla negatywnego nastawienia Platona do obrazów typowe było porównywanie ich do cieni – przemijalnych, nieprzydatnych w zdobywaniu wiedzy, niematerialnych, bezsilnych towarzyszy przedmiotów rzeczywistych, których są odbiciem. Jednak siła obrazów fotograficznych wynika stąd, że sama fotografia jest materialną rzeczywistością, bogatym złożem informacji pozostawionym przez to, co ją utrwaliło, znakomitym sposobem odwracania sytuacji na niekorzyść rzeczywistości – sposobem zmieniania rzeczywistości w cień. Obrazy są bardziej realne niż mogliśmy przypuszczać. (190)

 

horyzont

Kilka ciekawostek z ostatnich lektur. Na tapecie osiemnasty rozdział księgi Rodzaju.

 

*

Tutaj obietnica potomstwa składana jest Sarze, nie jak dotychczas było, Abrahamowi. Jeden z trzech mężczyzn powiedział jej: „O tej porze za rok znowu przyjdę do ciebie, a wówczas twoja żona Sara będzie miała syna”. O jakiej porze jest mowa? Hebrajski tekst mówi o כעת חיה, czyli dosłownie „w porze życia”. Chodzi o wiosnę, podczas której wszystko na nowo się odradza. Na tę wieść Sara się uśmiechnęła i powiedziała: „Teraz, gdy przekwitłam i mój pan jest starcem, miałabym doznawać rozkoszy?” Rozkosz to hebrajskie עדנה (edna). Odnosi nas do ogrodu Eden (עדנ) z rozdziału 2 tej księgi. Ogród zasadzony przez Boga był ogrodem rozkoszy. Sara kreowana jest tutaj na nową Ewę, jak czytamy rozdział wcześniej: „będzie matką narodów i od niej będą pochodzić królowie”.

 

**

W wersecie 17 Bóg mówi do samego siebie: „Czy miałbym ukryć przed Abrahamem to, co zamierzam uczynić?” Podobnie o Bogu mówi się w księdze Amosa: „Bo PAN BÓG nie uczyni niczego, zanim nie objawi swojego zamiaru swoim sługom, prorokom.”, a u Jana Jezus mówi do swoich uczniów: „Wy jesteście moimi przyjaciółmi, jeśli spełniacie wszystko, co wam polecam. Już nie nazywam was sługami, bo sługa nie wie, co czyni jego pan. Nazwałem was przyjaciółmi, gdyż dałem wam poznać wszystko, czego dowiedziałem się od Ojca”. Bóg zdradza swoje postępowanie wobec tych, którzy stają się Mu bliscy.

 

***

Bóg dlatego zdradza swoje zamiary Abrahamowi, ponieważ go sobie „wybrał”. Czytamy: „On [Abraham] przecież ma się stać licznym i potężnym narodem, a przez niego otrzymają błogosławieństwo wszystkie narody ziemi. Wybrałem go bowiem, aby nakazywał swoim potomkom i całemu swojemu domowi trzymać się drogi wytyczonej przez PANA oraz przestrzegać sprawiedliwości i prawa, tak by PAN mógł wypełnić względem Abrahama wszystko, co mu zapowiedział”. W tekście hebrajskim dosłownie Bóg poznał (ידע) Abrahama. W jakimś sensie Bóg roz-poznał Abrahama i Jego przyszłość, nakreślił przed nim przyszłość, która miała go czekać, jeszcze nie wiemy o jakie potomstwo chodzi, jakim będzie ten naród, ale plan jest. W języku angielskim ładnie można to określić czasownikiem fore-know, czyli „przeczuć”. Jeśli otworzymy List do Rzymian 8,29, to przeczytamy: „Tych, których Bóg wcześniej poznał, tych też przeznaczył, aby byli obrazem Jego Syna, pierworodnego pośród wielu braci”. Tutaj, za słowem poznać kryje się greckie προοριζω. Jest ono czasownikiem złożonym z przedrostka προ- oraz właściwego czasownika οριζω, co oznacza wyznacza, ustanawiać, ustalać, z przedrostkiem zaś wcześniej wyznaczać, wcześniej ustanawiać… Ciekawostką jest, że od niego pochodzi słowo horyzont. Czy Bóg przewiduje naszą przyszłość i zna nasze decyzje? Czy to On określa nam nasze „horyzonty”? Czy jesteśmy naprawdę wolni w naszych wyborach? Czy obietnica dana Abrahamowi mogła się nie spełnić? Gdybyśmy byli tylko marionetkami w historii zbawienia, to Bóg nie schodziłby do Sodomy i Gomory, żeby samemu zobaczyć co się dzieje i poznać ich mieszkańców. Nota bene, znów mamy do czynienia z poznaniem, tak jak Bóg poznał (ידע) Abrahama, tak teraz chce się dowiedzieć, dosł. poznać (znów ידע) to, co się dzieje wśród mieszkańców tych miast. Gdyby Bóg znał przyszłość, to nie poddawałby próbie Abrahama, gdy ten miał złożyć w ofierze swojego syna. I tam pojawia się nasz czasownik, anioł powiedział do Abrama: „Teraz wiem.”, dosł. „Teraz poznałem (ידע)”. (Rdz 22,12)

 

****

Na koniec ciekawostka dotycząca krytyki tekstu. W wersecie 22 czytamy: „…Abraham zaś stał wciąż przed PANEM”. W tekście hebrajskim szyk słów jest taki, jak czytamy w tłumaczeniu polskim. Jednak w oryginale mamy dopisaną przez starożytnych żydowskich skrybów korektę, tzw. tiqqun sopherim. Korekta ta nie zmieniała tekstu, ale wskazywała jak powinno się go poprawnie czytać. Te korekty zwykle miały uniknąć teologicznych błędów. Tiqqun sopherim każe nam tutaj czytać: „…PAN zaś stał wciąż przed Abrahamem”. Dlaczego? Gdyby to Abraham stał przed PANEM, to byłby w pozycji ważniejszej od Niego. Ta korekta ma przywrócić właściwe, wyższe miejsce, Bogu.

 

 

cytaty biblijne: Biblia Paulistów

inspirowane: J.G. Janzen, Genesis 12-50. Abraham and All The Families of The Earth, Grand Rapids 1993. Oraz: E. Tov, Textual Criticism of the Hebrew Bible, Minneapolis 2012.

na zdjęciu: Gościnność Abrahama, fresk z kaplicy Trójcy Świętej na Zamku w Lublinie.

 

(1) Ps 22 / ryk lwa

Znane nam słowa Jezusa z krzyża: „Boże mój, Boże mój, dlaczego mnie opuściłeś?” pochodzą z Psalmu 22. W ten sposób Jezus podaje nam klucz interpretacyjny własnej śmierci. Chociaż nie recytuje całego psalmu, to jednak zgodnie z żydowską tradycją, wspominając pierwsze słowa tego tekstu, odnosi się do całej jego treści.

אלי אלי למה עזבתני

Eli, Eli, lama azawtani

2a Boże mój, Boże mój, dlaczego mnie opuściłeś?

 

Gdyby psalmista nie miał nadziei w swoim krzyku, to nie rozpoczynałby od Boże, ale od ja. Ponadto nie nazywałby Go mój Bóg. Za wyrażeniem „mój Boże” kryje się wiara psalmisty, która konfrontuje się z „opuściłeś mnie” za pomocą pytania: dlaczego? (למה). Trudno więc z tekstu wywnioskować, by Jezus na krzyżu miał stracić wiarę. Mamy natomiast do czynienia z serią trudno wytłumaczalnych i wyobrażalnych sprzeczności. Pierwszą z nich jest opuszczenie Jezusa przez Boga. Mateusz w swojej ewangelii nie tylko cytuje Ps 22 (Mt 27), ale również cytuje proroka Izajasza, podkreślając, że narodzony syn Mary jest tym, który nosi imię Emmanuel, czyli „Bóg z nami”. Co ciekawe, użyte imię Boga w Emmanuel, jak i w zawołaniu Eli, jest to samo: El (אל).

 

 

2b Daleko jesteś, mój Wybawco, chociaż jęczę w bólu.

3 Boże mój, wołam w ciągu dnia, a nie odpowiadasz, i nocą, a nie zaznaję spokoju!

 

Bóg jest daleko (przestrzeń) od psalmisty, który woła dniem i nocą (czas). Jego cierpienie jest czasoprzestrzenne.

W polskim tłumaczeniu psalmista jęczy, tymczasem hebrajski czasownik (שאג) jest tym samym, który określa ryk lwa. Spotkamy go również w wersecie 14:

werset 2: …chociaż jęczę (שאג) z bólu.

werset 14: …rycząc (שאג) jak lwy drapieżne.

Chociaż kusi przy tym porównaniu, żeby napisać, że i Jezus na krzyżu „ryczał jak lew”, to jednak tekst grecki u Mateusza (27,46.50) oraz Marka (15,34.37) mówi raczej o donośnym głosie (φωνη μεγαλη). Gdyby jednak zinterpretować konanie Jezusa słowami tego psalmu, to możemy powiedzieć, że Jezus na krzyżu „ryczał jak lew”. Jaki jest ten ryk? Pozornie rykiem klęski, bólu i rozpaczy. Po zmartwychwstaniu okaże się, że był rykiem zwycięstwa.

 

 

4 A przecież Ty mieszkasz w świątyni, Chwało Izraela!

5 Tobie ufali nasi przodkowie, ufali, a Ty ich wyzwoliłeś.

6 Do Ciebie wołali i zostali wybawieni, Tobie ufali i się nie zawiedli.

 

Psalmista nie jest jednostką zawieszoną w próżni. Wspomina swój naród, swoich przodków. Podobnie i Jezus – On umiera na krzyżu jako Bóg-człowiek, ale w swojej człowieczej tożsamości umiera również jako Żyd, z całym bagażem historyczno-kulturowo-religijnym swojego narodu. Jezus nigdy się z tym nie krył, a za życia swoją misję kierował przede wszystkim do swojego narodu. Dopiero Jego apostołowie (również Żydzi) mieli głosić Jego naukę wszystkim narodom.

Psalmista woła do Boga: „A przecież Ty mieszkasz w świątyni, chwało Izraela!”. Przyglądając się bliżej tekstowi hebrajskiemu zobaczymy, że Bóg zasiada w miejscu, gdzie są wznoszone przez Izrael pochwalne pieśni (תהלות). Naturalnie takie pieśni były śpiewane Bogu w Świątyni. Pieśni pochwalne to nic innego jak psalmy. Właśnie tym słowem nazwana jest cała księga Psalmów (תהלים).

Bóg zasiada (ישב) w Biblii na swym tronie, którym są cherubini. Cherubini byli też obecni przy arce w świątyni w postaci rzeźb. Był to symbolicznie tron Boga na ziemi. Skoro Bóg ma tron, znaczy, że jest królem. Psalmista podkreśli wprost królewskość Boga w wersecie 29: „Bo królowanie należy do PANA i On panuje nad narodami”.

Jeśli teraz pomyślimy o Jezusie wiszącym na krzyżu, który słowami psalmu przypomina Bogu o tym, że jest królem, to zobaczymy jak przerażającego porównania użył, by pokazać kolejną sprzeczność. Przecież Bóg-król dobrze wiedział, że na krzyżu wisi Jego Syn.

 

 

(cytowanie tekstu biblijnego za Biblią Paulistów, a refleksja częściowo inspirowana G. Barbiero, Il regno di JHWH e del suo Messia. Salmi scelti dal primo libro del Salterio, Roma 2008; ikona: Przemek Wysogląd SJ)

płótna

Znaki są dla Jana bardzo ważne. Pusty grób nie znaczy wiele. Przecież ciało mogło rzeczywiście zostać wykradzione. Choć w Ewangelii Mateusza o rozpuszczenie tej plotki posądza się Żydów, to u Jana wyraźnie wskazuje się, że to sami uczniowie Jezusa tak myśleli.

 

Piotr i drugi uczeń zobaczyli w grobie płótna oraz chustę. Ciało w takim razie nie zostało wykradzione, ponieważ ewentualni złodzieje ukradliby je razem z płótnami. Gdy Łazarz został wskrzeszony przez Jezusa, to wyszedł z grobu owinięty. W takim razie, jeśli Jezus wyszedł z grobu sam, to musiał to zrobić w jakiś nadzwyczajny sposób. Oczywiście moglibyśmy jeszcze pomyśleć o tym, że ktoś Jezusowi pomógł, ale wskoczylibyśmy na zbyt wysoki poziom mało prawdopodobnej układanki.

 

Piotr przybiegł do grobu razem z drugim uczniem, którego imienia nie znamy. Powszechnie utożsamiamy go z Janem, ale skoro autor pozostawił go bez imienia, to musiał mieć w tym jakiś zamysł. Czy chodziłoby tylko o pokorę Jana, który nie chciał pisać wprost o sobie? A może w ten sposób chciał, aby czytelnik, który ma swoje imię, mógł przejść tę samą drogę do wiary, jaką przeszedł, wykreowany na „idealnego”, uczeń Jezusa?

 

Dlaczego „ów drugi uczeń” uwierzył, a Piotr nie? Ktoś kiedyś podsunął mi w związku z tym jedną myśl. Podczas swej wędrówki Jezus przebywał non stop z uczniami. Oni nie tylko słuchali Jego nauczania i widzieli wielkie cuda, ale również przyglądali się Jego zwyczajnym czynnościom. Być może chusta w grobie była złożona w taki sam sposób, w jaki Jezus zwykł składać swoje rzeczy przed snem. W takim razie umiłowany uczeń, w przeciwieństwie do Piotra, bardzo wnikliwie obserwował swojego nauczyciela.

 

(J 20)

w stronę życia

Wędrówka to leitmotive całej Biblii. Mamy z nią do czynienia już przy wygnaniu pierwszych ludzi z ogrodu rajskiego. Trudno jednak mówić w tym przypadku o wędrówce, była to raczej tułaczka. Za pierwszego biblijnego wędrowca uznajemy Abrahama. Jednak to Terach, ojciec Abrama, rozpoczyna wędrówkę z Ur Chaldejskiego do ziemi Kanaan. Wszystko dzieje się w krytycznym momencie dla jego rodziny, która nie dociera tam, gdzie chciał dojść Terach. Co stanęło im na przeszkodzie? Dlaczego się zatrzymali?

 

Terach miał trzech synów: Abrama, Nachora i Harana. Ten ostatni miał syna, Lota. W Ur umarł Haran. Śmierć syna musiała pogrążyć Teracha w żałobie i kto wie, czy nie była impulsem do wyruszenia z Ur. Narrator nic nie wspomina o powodach, dla których Terach opuszcza swoje rodzinne strony. Jednak w drodze do Kanaanu niespodziewanie się zatrzymuje i osiedla w Charanie. Zmarły syn Teracha nazywał się Haran, po hebrajsku הרן, a miasto do którego przybyli Charan, po hebrajsku חרן. Jak dobrze przyjrzymy się tym dwóm hebrajskim słowom, to zauważymy, że różni je tylko bardzo mała kreseczka w pierwszej spółgłosce (pamiętajmy, że w języku hebrajskim słowa czytamy od prawej do lewej). Terach wewnętrznie umarł z beznadziei, docierając do miasta, które przypominało mu stratę syna. Wraz z Terachem cała rodzina symbolicznie żyła w cieniu śmierci.

 

To właśnie stamtąd, z tej „ciemnej doliny” (Ps 23,4), Bóg wzywa Abrama: „idź! wyjdź!”, po hebrajsku לך־לך, co można też przetłumaczyć jako „wyjdź ze względu na ciebie”, jakby Bóg chciał powiedzieć, „uciekaj stąd, gdzie wszyscy tkwicie w śmierci”. Bóg obiecał Abramowi potomstwo, czyli życie, a przecież wiemy, że zarówno Sara, jak i ziemia, do której dotarł Abram, były bezpłodne. Sara nie rodziła dzieci, a w Kanaanie panował głód. Z takim bagażem doświadczeń nie dziwi nas, że Abraham stał się ojcem wszystkich wierzących, ufając w to, że Bóg z beznadziei śmierci wprowadzi go na drogę, która poprowadzi w stronę życia.

co widzę?

To jedna z moich ulubionych przypowieści. Ta o ponownym przyjściu Syna Człowieczego (Mt 25,31-46).

 
Po oddzieleniu obie grupy zadają dokładnie to samo pytanie. „Panie, kiedy widzieliśmy Cię…?”. Znaczyłoby, że ani ci, którzy zauważali potrzeby innych, ani ci, którzy tego nie potrafili, nie widzieli Jezusa. Nikt nie widział. Bo tak naprawdę to Go nie widzimy. Nawet podczas mszy. Kto widzi coś ponad to, co widać, czyli chleb? Nikt nie widzi dziś Jezusa tak, jak widzi się drugiego człowieka. Szukamy twarzy tego, którego nie widać, a nie widzimy twarzy tych, którzy patrzą prosto w naszą.

 
Kiedyś jakiś znany papież napisał: człowiek jest drogą Kościoła. Może właśnie dlatego nasz Bóg się przed nami ukrywa, żebyśmy widzieli siebie nawzajem?

Przejdź do paska narzędzi