wiele jest rzeczy

 

 

Filozof E. Kant napisał: „Mówi uczony, naśladując Sokratesa: «Jak wiele jest rzeczy, których nie znam!» Ale mówi również mędrzec w zamieszaniu bazaru: «Jak wiele jest rzeczy, których nie potrzebuję!»

Gianfranco Ravasi, Księga Rodzaju (1-11), Wydawnictwo M, Kraków 1997, s. 62

Baw się i tańcz!

 

W uszach rezonują najnowsze bity świata. W nozdrzach czuć rozgrzane powietrze, a w oczach migotanie świateł. Szał roztańczonych ciał. Jednym z ważniejszych elementów życia jest dobra zabawa. Wyszaleć się przez cały wieczór, to jest dopiero coś! Kto nie był na dobrej imprezie, ten nie zrozumie o czym piszę. Chrześcijanie mają wyjątkowy powód do tego, żeby się świetnie bawić. Śmierć pokonana, grzech przebaczony, wina zmazana! Nic tylko tańczyć! Wszystko, co robię, mogę przemienić w radość zmartwychwstania. Nawet głupowate czasem piosenki służą mojej radości. Parkiet staje się miejscem modlitwy wraz z tańcem wolności!  Czemu by nie? Chrześcijaninie – baw się i tańcz! Szalej z radości! Nie daj się zaszczuć smutkiem. Bo Bóg jest tam, gdzie jesteś ty sam.
Przeto czy jecie, czy pijecie, czy cokolwiek innego czynicie, wszystko na chwałę Bożą czyńcie (1 Kor 10,31)

Niewierzący – I need you!

 

Nie wyobrażam sobie, aby na tej ziemi nie było niewierzących w Boga. Jeśli ostatni niewierzący na tym świecie uwierzy, prawdopodobnie ja stracę wiarę. Dlatego, że każdy niewierzący jest dla mnie podstawą do wierzenia w Boga dobrego, który nie zmusza swych dzieci do wiary w Siebie. Bóg, który pozwala na niewiarę jest tym, w którego chcę wierzyć – bo On szanuje wolność każdego swojego dziecka. Chciałbym podziękować tu wszystkim, których znam, a którzy w szczerej rozmowie przyznali się do swej niewiary. Tak naprawdę to nie wiem do końca czemu wierzę, nie wiem też czemu wy nie wierzycie. Jednak dzięki temu Bóg zapewnia mnie o tym, że nigdy nikogo do niczego nie zmusi. Nikt nic nie musi – każdy jest zaproszony. W Ewangelii czytam, że mam nawracać, ale siebie. Innym zaś mam głosić Dobrą Nowinę, a nie ich nawracać. Nawracajcie się (μετανοεῖτε) – Mk 1,15 – te słowa wymówić może tylko Bóg, to wezwanie może być skierowane do człowieka tylko z Jego ust. Nie mam prawa nikogo nawracać, nie jestem Bogiem, sam z siebie nie darzę nikogo nadprzyrodzoną łaską. Jedynie mogę głosić – Dobrą Nowinę o tym, co Bóg uczynił dla mnie, co uczynił moim braciom i siostrom, którzy w Niego uwierzyli, co uczynił każdemu człowiekowi. I tak po prostu w tej radości żyć dalej, z nadzieją, że nadejdą kolejni po mnie – przekażą oni dalej to, czego nie będą potrafili wyrazić słowami, a czego doświadczą w swym wnętrzu – przemiany po spotkaniu z Niewidzialnym.
Niewierzący – potrzebuję was! Proszę, nie traćcie swojej niewiary na rzecz obojętności. Stawiajcie nas, wierzących, w trudnych sytuacjach, próbujcie nas, stawiajcie pytania i nie zostawiajcie nas w spokoju.

stop violence

Dzięki mediom nauczyliśmy się mieć spory dystans do informacji związanych z zamachami, terrorem i przemocą. Nie żyję na odludziu – mnie to też dotyczy i zdążyłem przywyknąć do tego typu informacji. Jednak nie do wszystkich. Za każdym razem, kiedy jest pewna nić łącząca mnie z ofiarami jakiegoś wydarzenia, przeżywam je inaczej. Tak działo się w trakcie ostatniej zimowej sesji, gdy podczas egzaminu w Aleppo (Syria) jeden z budynków uczelni został zbombardowany. Zginęło wtedy wielu studentów. Nie inaczej stało się wczoraj, kiedy w Bostonie (USA) wybuch bomb przerwał maraton. Wiem ile kosztuje zdobywanie wiedzy. Wiem też ile kosztuje przygotowanie do biegu na długi dystans. Ogrom pracy, poświęconego czasu, zapału, energii, samozaparcia i samodyscypliny. Dwie ważne dla mnie rzeczy: nauka i sport, które sprawiają, że staję się coraz bardziej człowiekiem, były ważne również dla tych ludzi, którzy zostali pozbawieni życia, tak po prostu, bez sensu. Pomimo tego, że wierzę w życie po śmierci i wierzę w zmartwychwstanie, pozostaje we mnie smutek. Śmierć tych ludzi mobilizuje mnie do jeszcze bardziej wytężonej pracy. Jedynie w taki sposób potrafię zaprotestować przeciw przemocy.

bliski – daleki

 

Od dawna zastanawia mnie para przeciwności lepszy – gorszy. Jest to jeden z podstawowych podziałów, jaki używamy oceniając świat. Coś jest lepsze albo gorsze, ktoś jest lepszy albo gorszy. Zostawmy na chwilę te pierwsze porównanie. Największy problem stwarza mi zrozumienie tego, dlaczego jednych uważamy za lepszych, a drugich za gorszych. I nie chodzi mi o porównywanie naszych zdolności, że ktoś lepiej biega od kogoś innego. Chodzi o to, że w sercu dzielimy innych ludzi na tych, którzy z góry są przegrani i nie mają szans na zainteresowanie z naszej strony, oraz na tych, którzy nie ważne co powiedzą i co zrobią i tak staniemy w ich obronie. Tym pierwszym nie wierzymy, za drugich byśmy umarli. Tym pierwszym uwypuklimy cechy negatywne, a tym drugim cechy pozytywne. Tych pierwszych potępiamy, a tych drugich zbawiamy.

 

Podział na lepszych i gorszych niesie w sobie jakieś takie poniżenie jednych i wywyższenie drugich. Kilka miesięcy temu wpadłem na pomysł, by podzielić sobie (tak w głowie) ludzi trochę inaczej. Na tych, którzy są mi bliscy i na tych, którzy są mi dalecy (lub obcy). I nie chodzi mi tu o odległości w przestrzeni. Eksperyment jest ciekawy, bo uwolnił mnie trochę od poniżania innych – po prostu, jak z kimś się nie dogaduję, to nie dlatego, że jest ode mnie gorszy, ale dlatego, że jest mi cholernie daleki. Po prostu będąc daleko nie możemy się zrozumieć. Kiedyś przeczytałem o takim fajnym spostrzeżeniu, jakie miał jakiś tam człowiek – obserwował ludzi, którzy stali na jednym z głównych placów jakiegoś miasta. Większość z nich rozmawiała z kimś przez telefon komórkowy. Wszyscy byli blisko siebie, byli w tym samym miejscu, a jednak byli od siebie cholernie daleko. Rozmawiali z bliskimi sobie osobami, które fizycznie były gdzieś tam, nie wiadomo gdzie.

 

Małym Księciu jest taki fajny fragment o oswajaniu.Oswoić znaczy stworzyć więzi, mówi lis do Małego Księcia. Czy słowo oswoić nie będzie znaczyć tyle, couczynić swoim, bliskim? Lis dodaje później, że poznaje się tylko to, co się oswoi. Resztę ludzi, którzy są mi dalecy, po prostu nie mam szans nawet nazwać gorszymi, bo ich najnormalniej w świecie nie znam.

 

Jest jeszcze druga strona medalu. Próbując myśleć w kategoriach bliski – daleki zacząłem się uwalniać od jeszcze jednej rzeczy. Sam przestałem się czuć gorszy od innych, w takim poniżającym sensie. Jeśli ktoś traktuje mnie w kategoriach lepszy – gorszy i próbuje pokazać mi moje miejsce w jego wyimaginowanej hierarchii ludzi mniej i bardziej godnych stąpania po tej samej planecie, to po prostu zlewam to – ten człowiek jest mi obcy i ja jestem mu obcy, nie wiem co do mnie mówi, przecież nigdy mnie nie poznał. W cholerę z takim myśleniem, mówię sobie, i idę swoją drogą…