bliski – daleki

 

Od dawna zastanawia mnie para przeciwności lepszy – gorszy. Jest to jeden z podstawowych podziałów, jaki używamy oceniając świat. Coś jest lepsze albo gorsze, ktoś jest lepszy albo gorszy. Zostawmy na chwilę te pierwsze porównanie. Największy problem stwarza mi zrozumienie tego, dlaczego jednych uważamy za lepszych, a drugich za gorszych. I nie chodzi mi o porównywanie naszych zdolności, że ktoś lepiej biega od kogoś innego. Chodzi o to, że w sercu dzielimy innych ludzi na tych, którzy z góry są przegrani i nie mają szans na zainteresowanie z naszej strony, oraz na tych, którzy nie ważne co powiedzą i co zrobią i tak staniemy w ich obronie. Tym pierwszym nie wierzymy, za drugich byśmy umarli. Tym pierwszym uwypuklimy cechy negatywne, a tym drugim cechy pozytywne. Tych pierwszych potępiamy, a tych drugich zbawiamy.

 

Podział na lepszych i gorszych niesie w sobie jakieś takie poniżenie jednych i wywyższenie drugich. Kilka miesięcy temu wpadłem na pomysł, by podzielić sobie (tak w głowie) ludzi trochę inaczej. Na tych, którzy są mi bliscy i na tych, którzy są mi dalecy (lub obcy). I nie chodzi mi tu o odległości w przestrzeni. Eksperyment jest ciekawy, bo uwolnił mnie trochę od poniżania innych – po prostu, jak z kimś się nie dogaduję, to nie dlatego, że jest ode mnie gorszy, ale dlatego, że jest mi cholernie daleki. Po prostu będąc daleko nie możemy się zrozumieć. Kiedyś przeczytałem o takim fajnym spostrzeżeniu, jakie miał jakiś tam człowiek – obserwował ludzi, którzy stali na jednym z głównych placów jakiegoś miasta. Większość z nich rozmawiała z kimś przez telefon komórkowy. Wszyscy byli blisko siebie, byli w tym samym miejscu, a jednak byli od siebie cholernie daleko. Rozmawiali z bliskimi sobie osobami, które fizycznie były gdzieś tam, nie wiadomo gdzie.

 

Małym Księciu jest taki fajny fragment o oswajaniu.Oswoić znaczy stworzyć więzi, mówi lis do Małego Księcia. Czy słowo oswoić nie będzie znaczyć tyle, couczynić swoim, bliskim? Lis dodaje później, że poznaje się tylko to, co się oswoi. Resztę ludzi, którzy są mi dalecy, po prostu nie mam szans nawet nazwać gorszymi, bo ich najnormalniej w świecie nie znam.

 

Jest jeszcze druga strona medalu. Próbując myśleć w kategoriach bliski – daleki zacząłem się uwalniać od jeszcze jednej rzeczy. Sam przestałem się czuć gorszy od innych, w takim poniżającym sensie. Jeśli ktoś traktuje mnie w kategoriach lepszy – gorszy i próbuje pokazać mi moje miejsce w jego wyimaginowanej hierarchii ludzi mniej i bardziej godnych stąpania po tej samej planecie, to po prostu zlewam to – ten człowiek jest mi obcy i ja jestem mu obcy, nie wiem co do mnie mówi, przecież nigdy mnie nie poznał. W cholerę z takim myśleniem, mówię sobie, i idę swoją drogą…