bliski – daleki cz. 2

Mając grunt pod nogami i niebo nad naszymi głowami ukuliśmy słowa, które ułatwiły nam umiejscowienie rzeczy, „na górze” i „na dole”. Nie wiadomo kiedy wyrażenia te przeszły do świata „duchowego”. Wszyscy wskazują „górę” jako miejsce przebywania Boga, a „dół” jako miejsce przebywania Złego. Poszły za tym również gesty – wielu chrześcijan wznosi swe ręce „do góry”, gdy modli się do Boga. Także Biblia wielokrotnie używa tej pary słów. Oddalając się jednak od naszego ziemskiego grajdołka okazuje się, że z perspektywy kosmosu „góra” i „dół” nie istnieją. Nie ma kosmicznej „góry”, ani kosmicznego „dołu”. „Góry” i „dołu” jako takich nie ma.

Stopniując przysłówki ułożyliśmy sobie rzeczy według tego, co jest „najwyżej” i „najniżej”. W taki sposób poukładaliśmy nie tylko rzeczy, ale i wartości. Bo dziś wielu pyta w Kościele: „Czy Bóg jest twoją najwyższą wartością?” umiejscawiając przy okazji zło „najniżej”. W ten sposób udało nam się poniżyć samego Boga zestawiając Go w systemie naszego „drabiniastego” widzenia świata (zewnętrznego i wewnętrznego) ze złem. Czy Boga możemy z czymkolwiek/kimkolwiek zestawić? Skoro „góra” i „dół” jako takie nie istnieją, to nie może być też mowy o istnieniu czegoś, co jest „najwyżej” i „najniżej”. Tak jak we wpisie ‘bliski – daleki’, tak i tu wrócę do tych słów, bo coraz bardziej wydają mi się one najwłaściwsze w opisie naszego świata – zwłaszcza duchowego. Może czas zacząć myśleć w kategoriach „układów planetarnych i galaktycznych”, które rozmieszczone są według ‘odległości’, a nie według ‘wysokości’. Z eksploatacją kosmosu zmieni się nasz sposób myślenia – już dziś dzięki wiedzy, jaką posiadamy o kosmosie, to myślenie się zmienia. Za myśleniem pójdzie język, za językiem to, w jaki sposób będziemy opisywać naszego Boga. Gdyby Bóg nie był wartością najwyższą, ale wartością najbliższą, to wiele z tego, co się źle działo w historii Kościoła mogłoby nie mieć miejsca. Jest duża pokusa, by za wartość najwyższą kogoś nawet zabić, za wartość najbliższą już niekoniecznie. Nawet więcej – mamy pokusę, by wartości najwyższej podporządkować coś, co rzeczywiście jest nam bliskie. Jeśli coś jest najwyższe, to automatycznie ma być ono takie dla wszystkich, a bliskości nie da się narzucić – bo zależy ona zarówno od jednej, jak i drugiej strony. To, że Bóg jest mi bliski, nie znaczy, że tak go doświadczają wszyscy ludzie na świecie. Kiedy jednak układam drabinę wartości i umieszczam Boga na samej górze – jak łatwo chciałbym taką drabiną dać każdemu człowiekowi, żeby patrzył na świat tak, jak patrzę na niego ja sam. Ileż frustracji słychać w powtarzanych hasłach że, „ludzie żyją tak, jakby Boga nie było”, że „wszyscy powinni postawić Boga na najwyższym miejscu, wtedy zniknie przemoc”.

Gdy Bóg jest najwyższy to staje się już tylko odległą ideą, a skoro jest tak wysoko, to musi być równie daleko – wtedy do ideologii i wojny już niewielki krok… Czy Bóg jest Wielkim Nieobecnym, czy Bliskim mi Ojcem?

Nauka już nie raz pomogła nam lepiej docierać do sedna naszej wiary – przecież dziś nikt nie powie, że Bóg stworzył świat w siedem dni, a jednak wciąż czytamy pieśń o stworzeniu – dziś wiemy, że istota tego tekstu leży gdzie indziej – nie w tym, w ile dni Bóg wszystko uczynił. Nauka nie musi być w konflikcie z wiarą – ma ona działanie oczyszczające. Dzięki niej Biblia jest odzierana z naszego „ziemskiego” myślenia. Możemy pójść głębiej, dalej. „Gdy zaś przyjdzie On, Duch Prawdy, doprowadzi was do całej prawdy.” (J 16,13) Wierzę w to, że z pokolenia na pokolenie przybliżamy się do prawdy.

 

Ostatnie wydarzenie w Londynie utwierdzają mnie w tym, co napisałem… Gdyby Allah był temu człowiekowi wartością najbliższą, a nie najwyższą – nie zrobiłby tego. Jestem o tym przekonany. To nie problem Allaha i Koranu…

5 myśli nt. „bliski – daleki cz. 2”

    1. Allah znaczy po prostu Bóg. Ja wierzę, że Bóg istnieje. Tego imienia używają również niektórzy chrześcijanie na Bliskim Wschodzie. Użyłem go, by jednoznacznie wskazać o jakie ostatnie wydarzenie w Londynie mi chodzi.

      1. Z przyjemnością przeczytałem Twój tekst. Co do jednego mam poważne zastrzeżenie: Weź chłopie zmień nazwisko na bardziej pobożne bo Ci zaraz zaczną szukać pokrewieństwa wierz z kim :D:D:D I zostaniesz uznany za czerwonego agentem w zacnym zakonie ;)
        Pozdrawiam ze słonecznego Dublina

        1. Za młody jestem, żeby pamiętać tamte czasy :) O tym, że to samo nazwisko nosi znany człowiek z poprzedniej epoki dowiedziałem się dopiero na historii w szkole.

          pozdrawiam z rozjaśniającej się w końcu Warszawy :)

    2. O, witam pastora. :)czytam „Żyjąc wiarą w realnym świecie” :)
      Słuszne pytanie. Czy Allah istnieje. A jak jest u Was? Dla mnie istnieje tylko jeden Bóg. Tylko ten, który jest. Żadna nazwa Go nie ogranicza. Jego istnienie nie zależy od tego, jak Go nazwiemy. Jest jeden. I powinien być dla mnie kimś najbliższym. Inaczej, On jest dla mnie najbliższy, muszę to jednak zaakceptować i zacząć tak żyć, by swym życiem o tym zaświadczyć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *