przekląć Boga

Gniew jest uczuciem. Niestety bardzo często tłumionym, ponieważ nie radzimy sobie z jego wyrażaniem. Gniew jest naturalną reakcją na niespodziewane małe lub większe nieszczęście. Skąd się bierze agresja względem Boga? Pewnie stąd, że wierząc, że jest wszechmocny i wszechwiedzący nie przestrzegł nas przed czymś, nie zainterweniował w sytuacji krytycznej, nie zapobiegł czemuś. Przeważnie chodzi wtedy o bardzo trudne sytuacje: śmierć najbliższej osoby, poważną chorobę, rozsypane na kawałki życie.

Elisabeth Kubler-Ross w swojej książce „Lekcje Życia”, napisała:

„Wiele osób tłumi swój gniew, uważając, że jest niestosowny. Ich zdaniem, jeśli chcą być dobrzy i kochający, to nie powinni się złościć. Jednak ich złość może być zupełnie normalną reakcją. Warto próbować pomagać różnym osobom w zrozumieniu ich gniewu względem siebie, innych ludzi, a nawet względem Boga.

Niektórym dobrze robi, jeśli mogą przekląć Boga, wykrzyczeć się w poduszkę czy nawet okładać szpitalne łóżko kijem bejsbolowym, aby wyrazić swój gniew. Często potem można od nich usłyszeć, że świetnie się po tym czują. Dociera do nich, że bali się, iż Bóg pokarze ich za te słowa piorunem, ale teraz czują, że bardzo się do Niego zbliżyli.

Pewna kobieta powiedziała: – Zrozumiałam, że Bóg jest na tyle wielki, iż poradzi sobie z moim gniewem. No a poza tym dotarło do mnie, że mój gniew nie dotyczył wcale Boga, ale czegoś innego.”

Jeśli czujemy złość wobec Boga, wyraźmy ją wobec Niego. Nie bójmy się Go, bo jak to dobrze zostało powiedziane: „Bóg poradzi sobie z moim gniewem”. Kto wie, może właśnie tam dojdzie do spotkania między mną a Nim. Dla wielu jest to pierwsze w życiu, najszczersze nawiązanie kontaktu z Bogiem. Chyba takim pierwszym pytaniem, które ciśnie się na ustach w gniewie wobec Boga jest: „Dlaczego?” Pytanie to nie jest obce Biblii. Psalmiści, widząc zniszczoną Jerozolimę, śmierć i krew, w swym gniewie wołali do Boga i pytali Go o to samo. Mieli pretensje do Boga, że to On sam się odwrócił do nich plecami i nie zrobił nic, żeby zapobiec cierpieniom i nieszczęściu. Teraz w głowie mam Psalm 74 i 83, ale pewnie znajdą się jeszcze inne.

nie jestem Charlie

Dla mnie każdy kto mówi, że zabija w imię Boga, na pewno nie działa w Jego imieniu. Wyznawca Jezusa Chrystusa, proroka Mahometa, podążający drogą Tory, czy ktokolwiek inny. Każdy też kto zabija w imię Boga, nie jest dowodem na to, że Boga nie ma. Zło dotyka wszystkich bez wyjątku – każdą wspólnotę, każdą grupę ludzi, wierzących i niewierzących. Czasami w sposób niewiarygodnie okrutny, jak dziś w Syrii, Iraku, na Ukrainie i w wielu miejscach na naszej małej planecie. Codziennie, cicha, pozbawiona fleszy, twittów, filmików na yt, niesprawiedliwa śmierć tysięcy, przechodzi niezauważona, bo nie pojawia się na ścianie fejsa, ani na pierwszej stronie dziennika.

Nie jestem Charlie. Nie utożsamiam się z wartościami jakimi żyli zabici satyrycy. Jednak nie zgadzam się na ich śmierć, tak jak nie zgadzam się na wyśmiewanie Boga, jakiejkolwiek religii oraz ich wyznawców. („Nie zgadzam się”… to takie wyrażenie wytrych, sobie mogę się nie zgadzać… nie potrafię jednak znaleźć lepszego). Także sztuka (za jej część uważam satyrę) może stać się narzędziem przemocy. Przemoc budzi przemoc (w jakiejkolwiek by nie była formie). W moich oczach ani ci pierwsi nie są męczennikami Allaha, ani ci drudzy nie są męczennikami za wolność słowa. Tak się zbiera owoce zła.

Choć w mniejszym wymiarze to samo dzieje się w moim i twoim życiu. I ja mogę wpaść szybko w spiralę zła, kiedy zło będę widział tylko poza sobą. Nikt się przed tym niestety sam nie uchroni. Ja też nie. Kiedy myślę o tym wszystkim w kontekście Jezusa to z jednej strony wiem, że zło zostało pokonane na krzyżu. Śmierć nie jest już tragedią, już nie muszę się jej bać. Ale to nie wszystko. Jezus nie tylko zwyciężył zło przez swoją śmierć i zmartwychwstanie. Jako dzieci Boga dostaliśmy ogromną pomoc z nieba, by nie tylko ze złem walczyć, ale przemieniać je w dobro. To jest znacznie więcej. Bez względu na to jak wielkie zło wydarzyło się w moim, twoim, naszym życiu – ono zawsze może w końcu zostać przemienione i przynosić dobre owoce.

Dlatego modlę się dzisiaj za satyryków z Charlie Hebdo, za terrorystów, za oprawców wojennych i ich ofiary… Proszę też o modlitwę za mnie, bo wcale nie jestem lepszym człowiekiem. Także moje serce skażone jest złem. Ale nie jest to sytuacja bez wyjścia. Nikt z nas nie jest zły w całości. Nawet po najbardziej „spektakularnych” zbrodniach dziecko Boga pozostaje dzieckiem Boga i moim bratem lub siostrą.