post

Poszczę, to znaczy: poznaję samego siebie. Post to szukanie wolności „od i do” tego, co nas na co dzień zniewala i odbiera nam silną wolę. Zanim zaczniemy pościć najpierw trzeba sobie zdać sprawę z tego, gdzie są nasze najsłabsze punkty pod tym względem. Pierwszym krokiem jest zaproszenie: poznaj samego siebie. Często to nie obżarstwo odbiera nam wolność (bo jemy z umiarem), a zupełnie co innego. Co? Bez poznania siebie trudno sobie aplikować lekarstwa. Najpierw diagnoza, później leczenie.

Poszczę, to znaczy: walczę o siebie. Walczę dla siebie, dla innych i Boga. Nie walczę sam. Pamiętajmy o modlitwie, bez wspólnego przeżywania postu z Bogiem, nasze działania będą samodoskonaleniem się dla samodoskonalenia się. Ani sam Bóg niczego w naszym życiu nie zmieni, ani ja sam nie jestem w stanie wielu rzeczy zmienić  – jedynie współ-praca z Bogiem, czyli praca Boga i moja praca. Po co to robię? Żeby innym i Bogu (ale i mnie) żyło się ze mną normalniej.

Poszczę, to znaczy: panuję nad sobą. Nie pozwalam na to, by zachcianki non stop kierowały decyzjami w moim życiu.

Poszczę, to znaczy: rozwijam się. Nie ma zrównoważonego rozwoju, jeśli nie potrafimy wybierać między tym, co nam pomaga w naszym rozwijaniu się, a tym co ten rozwój hamuje. Co nam hamuje nasz rozwój? Wracamy do pierwszego kroku: poznaj samego siebie…

Post nie ma nas czynić ludźmi smutnymi i zgorzkniałymi, ale pełnymi radości ze względu na odzyskaną wolność. Oczywiście często w drobnych sprawach, ale czy to nie drobne sprawy składają się na nasze życie? Podczas trwania postu warto zrobić sobie test odpowiadając na następujące pytania: czy mój post czyni mnie wewnętrznie smutnym czy radosnym? Wolnym czy zniewolonym? Przybliża mnie do Boga czy oddala? Przybliża mnie od ludzie czy wręcz przeciwnie? Jeśli poszcząc jestem smutny, zniewolony narzuconym przez siebie religijnym postanowieniem, czuję, że Bóg staje się jeszcze dalszy, a do tego ludzie najlepiej jakby zniknęli z mojego życia, to taki post należy natychmiast przerwać i przemyśleć sprawę na nowo.

Tak naprawdę, czy to okres wielkopostny, czy wielkanocny, adwentowy, bożonarodzeniowy, czy zwykły w ciągu roku – do pracy nad sobą (czyli do postu) jesteśmy zaproszeni przez cały rok. Jeśli tylko Wielki Post jest czasem nawrócenia (czyli przemiany), to nie ma to dla mnie sensu.