krótki spacer z Pawłem

Przyjrzyjmy się tylko jednemu zdaniu z całego pisarskiego dorobku Pawła z Tarsu, żeby uświadomić sobie jak wiele w sobie może kryć wiadomości i jak genialnym pisarzem był sam Paweł. Aby, jak to kiedyś ktoś ładnie wyraził, przeżyć tu swoisty „szok epistemiczny”, ha ha. Uwaga, to nie artykuł naukowy – to szybka notatka w ramach przygotowań do egzaminu.

(sorki, bez greki trochę nie damy rady, ale da się przebrnąć)

1 List do Tesaloniczan 4,1

Λοιπὸν οὖν, ἀδελφοί, ἐρωτῶμεν ὑμᾶς καὶ παρακαλοῦμεν ἐν κυρίῳ Ἰησοῦ, ἵνα καθὼς παρελάβετε παρ᾽ ἡμῶν τὸ πῶς δεῖ ὑμᾶς περιπατεῖν καὶ ἀρέσκειν θεῷ, καθὼς καὶ περιπατεῖτε, ἵνα περισσεύητε μᾶλλον. (Nestle-Aland)

A na koniec, bracia, prosimy i zaklinamy was w Panu Jezusie: według tego, coście od nas przejęli w sprawie sposobu postępowania i podobania się Bogu – jak już postępujecie – stawajcie się coraz doskonalszymi! (tł. Biblia Tysiąclecia, BTP)

 

 

Już na samym początku mamy problem z „końcem”, który znajdziemy w tłumaczeniu na język polski „A na koniec”. Dlaczego? Ponieważ greckie λοιπον ουν możemy tłumaczyć „ponadto”, „poza tym”, „wreszcie”. Egzegeci się spierają. Spór ważny, gdyż trwa dyskusja, czy 1 List do Tesaloniczan jest jednym listem, czy może są to dwa, a może i więcej listów, zredagowanych w jeden. Dla zwolenników wielu listów w jednym słowa λοιπον ουν będą otwierały zakończenie pierwszego listu. Spór ten teraz zostawmy egzegetom, a my idźmy dalej.

Paweł zwraca się do odbiorców listu, „bracia” (można też dodać „i siostry”, bo chodzi nie tylko o mężczyzn). Słowo αδελφοι odkrywa nam co nieco to, co Paweł ma na myśli, gdy chce powiedzieć o wspólnocie Kościoła (eklezjologia). W innym miejscu naucza, że jesteśmy dziećmi samego Boga. Skoro tak, to wszyscy stanowimy swoistą rodzinę. Jesteśmy dla siebie braćmi i siostrami. Gdy stajemy przed Bogiem, ujawnia się nasza niewidoczna tożsamość – nasze braterstwo. (Czy zawsze niewidoczna?). Ponadto, dobrze pamiętać, że list jest skierowany do wierzących w Chrystusa, a nie do mieszkańców Tesalonik, do Żydów z synagogi, pogan czy kogokolwiek innego.

Zaraz po „braciach i siostrach” pojawia się piękna konstrukcja „my-wy-my”, poprzez wyrażenie: ερωτωμεν υμας και παρακαλουμεν. „Prosimy was i zachęcamy/wzywamy” (nie jestem specjalistą lingwistycznym, ale nie wiem do końca co tłumacz BTP chciał wyrazić przez „zaklinamy was”). Za pomocą trzech słów wyrażona została wspólnota między Pawłem (włącznie z jego towarzyszami – zwróćcie uwagę, że są to czasowniki w 1 osobie liczby mnogiej, choć Paweł jest jedynym autorem listu, to włącza tutaj swoich towarzyszy podróży, Sylwana i Tymoteusza) a wspólnotą wierzących Tesaloniczan. Znajdziemy tu małą kompozycję koncentryczną (my-wy-my), za którą pojawia się „formuła uświęcająca” εν κυριω Ιησου, „w Chrystusie Panu”. Paweł i wspólnota w Tesalonikach są razem zjednoczeni jako bracia w Jezusie (wracamy co dopiero wypowiedzianego αδελφοι). Zachęta, czy wezwanie (to dziwne „zaklinanie” z BTP) to grecki czasownik ερωταω. W listach pawłowych zawsze pojawia się razem z czasownikiem παρακαλεω (prosić) – tak jak i tutaj. A zatem zachęta i wezwanie zawsze łączy się u Pawła z prośbą, nigdy z rozkazem.

Zaraz potem mamy zdanie podrzędne (zaczyna się od greckiego ινα, aby/ażeby/żeby): „abyście tak jak od nas nauczyliście się zachowywać i podobać Bogu…”. Znów mamy dwa czasowniki połączone spójnikiem και, „i” (jak i poprzednim razem): περιπατειν και αρεσκειν, „zachowywać się i podobać się”. Podobać się komu? Bogu. Jak zestawimy sobie te dwie formuły zobaczymy piękny model chrystologizacji teologii u świętego Pawła:

ερωτωμεν και παρακαλουμεν -> εν κυριω Ιησου

περιπατειν και αρεσκειν -> θεω

Zatrzymajmy się jeszcze chwilę nad czasownikiem „zachowywać się”, „postępować”, περιπατεω. Dosłownie znaczy „chodzić”. Łączy on w sobie dwa światy – grecki i hebrajski. Pamiętacie szkołę filozoficzną założoną przez Arystotelesa? Była nazywana „perypatetyczną” (właśnie od naszego greckiego czasownika peripateo), ponieważ Filozof wykładał podczas spacerów ze swoimi uczniami. Dla mówiących po grecku był to jasny obraz. Z drugiej strony łączy się z hebrajskim czasownikiem הלך, halach, i całą związaną z nim żydowską tradycją halachiczną kroczenia drogami Pana poprzez przestrzeganie Jego Prawa. Żydom więc grała dodatkowa linia melodyczna. Czyżby Paweł, zestawiając dwie „melodie”, zastosował tu w swoisty sposób „kontrapunkt” jak w kompozycji muzycznej? Apostoł łączy nam tu dwa światy i dwie tradycje za pomocą jednego tylko słowa! Joj.

Paweł był dumny ze wspólnoty w Tesalonikach mówiąc καθως και περιπατειτε, „tak już postępujecie, tak już się zachowujecie”. Ale nie składa gratulacji i nie kończy listu, dodaje: ινα περισσευητε μαλλον, „abyście mogli się stać w tym jeszcze lepsi” lub modyfikując trochę BTP (hmm, w grece nie ma trybu rozkazującego…): „abyście się stali jeszcze doskonalsi”. MAGIS! Czyli bardziej i lepiej. I tutaj mamy piękne kompozycje złożone z podwójnego καθως oraz ινα:

ἵνα καθὼς παρελάβετε παρ᾽ ἡμῶν τὸ πῶς δεῖ ὑμᾶς περιπατεῖν καὶ ἀρέσκειν θεῷ,

καθὼς καὶ περιπατεῖτε,

ἵνα περισσεύητε μᾶλλον.

 

 

Dość! Dobrej niedzieli.

 

(oczywiście niczego sobie sam tu nie wymyśliłem, to wynik notatek z wykładów z moim profesorem na Uniwersytecie Gregoriańskim, Scottem Brodeurem. Trzymać kciuki, bo za półtora tygodnia egzamin.)

Niebiański Skryba

Księga Powtórzonego Prawa to ostatnia z pięciu ksiąg, która wchodzi w skład Tory. Kilka lekko strawnych ciekawostek w ramach moich przygotowań do jesiennego egzaminu.

Po pierwsze. Mamy dość spójną narrację – znamy miejsce i czas. Nizina Araba, za Jordanem. Pierwszy dzień jedenastego miesiąca w czterdziestym roku wędrówki.

Mamy narratora, który pisze już będąc po zachodniej stronie Jordanu (skoro w Pwt 1,5 mówi, że „za Jordanem, w kraju Moabu…”, to znaczy, że sam musi się znajdować po drugiej stronie rzeki). To ważny szczegół, bo narrator zwraca się do swojego czytelnika z innej pozycji niż Mojżesz. Ma już inny ogląd spraw. Poza tym mamy dwóch adresatów całej księgi. Pierwszymi są synowie Izraela, którzy słuchają mów Mojżesza na nizinie Araba. Dzięki narratorowi, my jako czytelnicy, jesteśmy kolejnymi adresatami. To również ważny szczegół. Bo my nie jesteśmy synami Izraela stojącymi tam z Mojżeszem. Startujemy z innego miejsca niż oni. Poza tym, Mojżesz w swej mowie nigdy się do nas nie zwraca. On mówi bezpośrednio do stojącego przed nim drugiego pokolenia Izraela (licząc od wyjścia z Egiptu), który za chwilę ma wejść do Ziemi Obiecanej.

Narrator robi tu dobrą robotę. Słowo Mojżesza są nam przedstawione, nie powiedziane. Narrator pozostawia samemu Mojżeszowi możliwość wypowiedzenia się.

Mojżesz przedstawia w swych mowach Torę. Od rozdziału 4 do 30 mówi. W Pwt 31,9 dowiadujemy się, że ją spisuje. Mamy do czynienia z podwójną publikacją Tory. Pierwsza to ta dokonana przez Mojżesza – tej publikacji nie znamy. Zawarta jest ona w Księdze Powtórzonego Prawa jak skarb w szkatułce. Jest to zatem druga publikacja Tory – dla nas, dla czytelników.

Gdyby Mojżesz nie spisał Tory, to nie weszłaby ona razem z synami Izraela do Kanaanu. Jak wiemy Mojżesz umiera za Jordanem.

Pamiętacie tablice Dekalogu? Również Bóg spisał swoje słowa. Więcej. Gdy pierwsze tablice zostały zniszczone, On bez wahania pisze je na nowo. Nasz Bóg jest niebiańskim skrybą i wiernym kopistą. Tablice Dekalogu to nie pomnik, dlatego zbudowana została dla nich arka, w której była przenoszona. Słowo Boga stało się mobilne. Przemieszcza się. Gdy Mojżesz spisał Torę, ta wędrowała razem z tablicami. Słowa Tory nie miały spocząć w muzeum. Miały być przepisywane i umieszczane na ramionach, na czole, na drzwiach domów, na bramach miast.

I jeszcze jedno. Gdy lud dowiedział się, że Bóg zaczął mówić, przeraził się. Wszyscy myśleli, że umrą słysząc głos Boga. Dlatego proszą Mojżesza, by ten stał się mediatorem, aby powiedział im słowo w słowo to, co mu Bóg przekazuje (Pwt 5,25-31). Sprawa jednak rozwiązuje się nie pomyśli ludu. Bóg nie chce, by Mojżesz był biernym mediatorem. Mojżesz to nie medium/szaman, czy jak go tam nazwać. Bóg chce by ten nie przekazywał bez namysłu usłyszanych słów, ale by ich nauczał. Zobaczmy tekst:

Lud zwraca się tymi słowami do Mojżesza:

5,27: Mów (תדבר) ty do nas wszystko, co powie (ידבר) do ciebie Pan, Bóg nasz, a my usłuchamy i wykonamy to.

Natomiast Bóg odpowiada Mojżeszowi:

5,31: Ja ci powiem (ואדברה) wszystkie moje polecenia, prawa i nakazy, jakich masz ich nauczyć (תלמדם), aby je pełnili w ziemi, którą Ja im daję na własność.

Lud chce transmisji danych (dbr -> dbr). Nasz Niebiański Skryba oferuje nauczanie (dbr -> lmd).

Studiujmy dalej.

 

 

…twój Bóg, jest ogniem pożerającym – On jest Bogiem zazdrosnym. (Pwt 4,24)

 

Na podstawie: Jean-Pierre Sonnet (Gregorian University, Rome), The Fifth Book of Pentateuch. Deuteronomy in Its Narrative Dynamic. In: Journal of Ancient Judaism, 3 Jg., 197-234, ISSN 1896-3296.

słowa patrzą na nas

Wpadła mi w ręce po wielogodzinnym przeglądaniu książek w jednej z krakowskich księgarni. O ile „Smutek Aniołów” z początku lipca nie dawał mi żadnej nadziei, bohaterów czekała tam jedynie śmierć, to tym razem było inaczej. To prawda, Jalo przechodzi przez piekło, ale w tym piekle tli się nadzieja. Jalo żyje. Nie tak jak wczoraj, żyje już inaczej. Żyje inaczej, ponieważ zmuszony przez śledczych spisał historię swojego życia. Robi to kilka razy na nowo, schodząc coraz głębiej.

Poznajemy jego rodzinę. Poznajemy jego słabości. Poznajemy okrucieństwo wojny. Poznajemy bezwzględność śledczych.

Jego dziadek, ksiądz (kohno) z syryjskiego Kościoła, od czasu do czasu niczym mędrzec z Księgi Syracha, poucza swojego wnuka, nazywając go przez zawiłości rodzinnej historii swoim synem. Przenosi nas w świat wiary, tam gdzie świat widzialny kruszy się na naszych oczach. Kruszy się tradycja. Kruszą się losy naszych bohaterów. To właśnie jego słowa pojawiają się najczęściej w tym lapidarium. Bo podłości śledczych wobec Jalo nie da się tu zacytować.

„Życie jest dość proste, człowiek nie.” Ten islandzki cytat ze „Smutku…” pasuje i do historii Jalo. Dodałbym jedynie – dopóki nie nadejdzie wojna.

 

Iljas Churi, Jalo, Karakter, Kraków 2014:

 

Człowiek, mój synu, jest słaby wobec słowa. To dlatego Bóg Ojciec nie mógł nadać swojemu Synowi imienia innego niż Słowo. Czymże jest Słowo Boże? Bożą tajemnicą i Bożą prawdą. Twój syn jest twoim słowem. Ty, synu, jesteś moim. Bądź moim słowem, jak Syn był słowem Ojca. (s. 54)

 

Mówił, że morze kończy się w niebie. „Niebo jest przedłużeniem morza, synu, a morze – zwierciadłem świata”. Afrem bowiem, choć wierzył w kulistość Ziemi i wszystkie inne odkrycia nauki, o których Jalo uczył się w bejruckiej szkole świętego Sewera, uparcie twierdził, że między morzem a niebem istnieje szczególny związek. Bo jak inaczej wytłumaczyć, że Duch Boży unosił się nad wodami? Jak wytłumaczyć opowieść o proroku Jonaszu, który spędził trzy dni w brzuchu wieloryba, a potem wyszedł na brzeg cały i zdrowy? Afrem uczył, że przypowieść o proroku Jonaszu to nic innego jak symbol śmierci i zmartwychwstania Jezusa. Ale symbole nie byłyby możliwe, gdyby Boga i morza nie łączyło coś szczególnego. (76)

 

– Słuchaj, synu – mówił rano dziadek, wychodząc z kościoła – bądźcie oboje za pół godziny na mszy, nie spóźnijcie się. I żebyś mi niczego nie brał do ust, komunię trzeba przyjąć na czczo. Nie wolno przystępować do komunii po jedzeniu, to grzech. Ja wiem wszystko. Bóg wie wszystko.

Ale Jalo ukradkiem podjadał ciastka z kredensu, a potem dokładnie szczotkował zęby, żeby usunąć zapach z ust. Później szedł z matką do kościoła, gdzie zapadał w głęboki sen. Jalo nigdy nie był obecny nawet na jednej mszy w całości, ponieważ jak tylko wchodził do kościoła, oczy mdlały mu od woni kadzidła i zasypiał w ławie obok matki, budząc się tylko po to, by ustawić się z innymi przed ołtarzem, przyjąć chleb i wino i poczuć smak krwi na języku.

Na wojnie, brodząc we krwi po kolana, czuł to samo: smak soli zmieszany ze słodyczą rachatłukum i przesycony białą mgłą zapach morza, którymi upijał się i z których nie trzeźwiał.

Kiedy wracał do domu, matka mówiła, że śmierdzi krwią. Całując go, zatykała sobie nos palcami.

– Nie znoszę zapachu krwi. A ty unurzałeś się w niej po kolana.

Jalo odpowiadał jej, że krew smakuje jak miód.

– Czemu boisz się krwi? – mówił. – Przecież twój świętej pamięci ojciec co niedzielę lał ją na mszy do kielicha, pił i obdzielał nią ludzi?

– Zamilcz! Oby Bóg ci wybaczył te słowa! Tamto, synu, to nie była krew, tylko symbol.

– I to też, mamo, nie jest krew, tylko symbol.

– Niech Bóg ci odpuści, synu, a mnie razem z tobą!

– Ja, jak mój dziadek, walczę symbolem.

– Nic nie wiesz o dziadku, o symbolach i o życiu. Myślisz, że życie to zabawa. Ty i ci twoi koledzy… Niech Bóg nas przed wami broni! (78)

 

W okresie gdy sen zdjął z niego swą moc, dziadek mawiał, że czuje, jak jego język umiera w jego ustach. Stawał pod ikoną Jezusa ukrzyżowanego i mówił: „Boże mój, twój język jest martwy. Jak mogłeś dopuścić do tego, by umarł twój język? Wyczuwam językiem smak śmierci. Kto po mnie będzie się modlił tak, jak ty się modliłeś: Abun d-ba-szmajo, neskadassz szmoch, tise malkusoch, nehwe sebjonoch ajkano d-ba-szmajo of b-aro. Hab lan lahmo d-sunkonan jaumono wa-szbuk lan haubajn wa-htohajn ajkano d-of hnan szbakan l-hajobajn w-lo telan l-nesjuno elo fason men biszo. Metul d-diloch hi malkuso w-hajlo w-teszbuhto l-olam olmin, amin*. Jak mamy się modlić, Jeszu, jeśli słowa umierają? Czuję, jak lęgnie się w nich robactwo, jakbym w ustach miał cmentarz. Twój język umiera, a ty nic nie robisz. Z kim będziesz mówił podczas twego powtórnego przyjścia? Na świecie nie został już nikt, kto potrafiłby cię zrozumieć, oprócz mnie. Ale mnie moc opuściła i śmierć już blisko. Co zrobisz, kiedy umrze twój sługa Afrem? (85)

*Modlitwa Ojcze nasz…

 

Nie mów mi, że świat się zmienił, synu – powiedział mu kiedyś dziadek. – Cokolwiek było i będzie, nic się nie zmieniło. Jedyny prawdziwy wynalazek człowieczy to chleb. Pokażcie mi inny wynalazek, a uwierzę, że świat się zmienił. Świat się nie zmienił, dalej jest okrągły jak placek chleba. Wszystko, mój synu, jest jak dawniej, tylko smak w moich ustach zmienił się, nie wiem czemu, żuję przecież co dzień kadzidło i żywicę. Wszystko przez to, że sen zdjął ze mnie swą moc. W życiu, mój synu, ważne są tylko dwie rzeczy: sen i chleb. Taka jest nasza wiara. Chrystus, który jest ziarnem pszenicznym, umarł, ażeby zmartwychwstać, i przemienić śmierć w sen. Człowiek śpi, śpi co noc, żeby przyzwyczajać się do śmierci. Kiedy moc snu cię opuści i przestaniesz łaknąć chleba, to znak, że prawdziwa śmierć blisko. Czym różni się jedno od drugiego? Niczym. Śmierć jest jak sen. Śpiąc, śnimy, i w śmierci także będziemy śnić. (88)

 

– Ale, proszę pana… ona nie powiedziała całej prawdy.

– A co jest prawdą? – zapytał śledczy. – Powiedz mi, bardzo proszę.

– Prawdą jest to, że nikt nie zna prawdy prócz Boga – powiedział Jalo. (89)

 

„Słowa to oczy – mówił kohno wnukowi, otwierając księżkę, na której uczył go podstaw pisma syriackiego. – Przypatrz się dobrze słowom, chłopcze. A dowiesz się, dlaczego ludzi tak absorbuje czytanie, i zrozumiesz, że to słowa patrzą na nas. Słowa widzą i oddychają”.

Wojna wszelako nauczyła Jalo, że trzeba wierzyć własnym oczom, nie oczom słów. Ze słowami Jalo pojedna się dopiero w areszcie, kiedy śledczy nakaże mu napisać historię całego swojego życia, od początku do końca, i to nie jeden raz. Wtedy odkryje, że dziadek miał rację; że słowa, kiedy się je pisze, patrzą na piszącego, rozmawiają z nim i same mu narzucają co ma pisać.

Wojna jednak prócz rozlewu krwi przyniosła też rozlew słów. Jak lała się krew, tak lały się słowa i ludzie przestali wierzyć czemukolwiek, i krwi, i słowom. (92)

 

W podobnych momentach kohno wykładał wnukowi swoją filozofię książek. Uważał, że książki są jak ikony, że są oknami, przez które widać wieczność. Kto je otwiera, ogląda inny świat.

– Ale nie wszystko widać. Widzimy tylko fragmenty, jakbyśmy podglądali.

– Książek, dziadku, się nie podgląda. Podgląda się kobiety.

– Synu, książki są piękniejsze od kobiet. Co ty możesz wiedzieć o książkach i o kobietach. (110)

 

– Człowiek, moje dziecko, w życiu przechodzi dwa chrzty. Pierwszy w dzieciństwie, wtedy jest chrzczony wodą. Drugi na starość, wtedy jest chrzczony łzami. Ja wiem, że właśnie jestem chrzczony, na odejście do matki.

– Obyś szybko wydobrzał, dziadku.

– Nie chcę odchodzić, ale pójdę. A to jest właśnie znak, znak Ismaela, moje dziecko. Ismael to przodek Arabów, lecz także Asyryjczyków, tylko że Arabowie nic o tym nie wiedzą. Ismael to pierwszy człowiek, który był ochrzczony. Porzucony na pustyni sam z matką, Hagar, został ochrzczony łzami. Bóg zesłał mu wodę i nie dał mu umrzeć z pragnienia. A wiesz dlaczego? Bo Ismael płakał. Woda wzięła się z łez, a woda to życie: „i stworzyliśmy z wody każdą żyjącą rzecz”*, jak napisano. Kiedyś tego nie wiedziałem. Ale powiedział mi to pewien maronicki ksiądz imieniem Joachim. Lubił przychodzić do mnie, żeby porozmawiać w surjojo. Mówił, że w tej krainie nie został już prawie nikt, kto by znał język Chrystusa. Tak więc on ćwiczył ze mną język, a ja słuchałem opowieści. Dobry Boże, ile on znał opowieści! Wiesz, że ja właściwie jestem kaflarzem, który się wyuczył i skończył teologię. On studiował w Rzymie i znał więcej historii o Chrystusie, niż spisano w Ewangeliach. Od niego dowiedziałem się o chrzcie łez. Powiedział mi, że również muzułmanie zostali ochrzczeni – łzami Ismaela. W ten sposób uspokoił mnie co do mułły, nich Bóg my błogosławi. (126)

 

– Umarł ze strachu, nie od kuli – powiedział Aleksiej. – Jak się umiera, to od śmierci. Umiera się ze strachu. Ty tak samo, umrzesz tylko przez swoje tchórzostwo. (138)

 

Chciało mu się śmiać, ale płakał jak reszta. Tamtego dnia zrozumiał, że śmiech współistnieje z płaczem i że trudno odróżnić jedno od drugiego, bo mieszają się z sobą od początku świata. Oba przychodzą i odchodzą nagle. Oba przychodzą po to, by wypełnić pustkę w duszy. (142)

 

Ubranie nie powinno zakrywać ciała, ubrania robi się po to, żeby były jego przedłużeniem. Na tym polega sekret krawiectwa i właśnie dzięki temu szycie jest sztuką. (241)

 

Na końcu napisał, że wszystkie myśli są kradzione i że czas schodzi ludziom na okradaniu się z myśli. (262)

 

Jej miłość przywróciła mi życie, ale też wywierciła w moim sercu studnię, której nic nie mogło zapełnić. (267)

 

Wymyślał dla niej opowieści, żeby podtrzymać miłość. Słowa bowiem to łoże miłosne, na którym kładą się zakochani. (293)

 

Co ja zresztą będę o tym opowiadał, jeśli do tej pory nie wiem, co to za różnica, czy człowiek jest Asyryjczykiem czy Arabem. Człowiek to człowiek, wszyscy pochodzimy od Adama, a Adam powstał z gliny. Po co te wszystkie cyrki? Nie rozumiem udręki dziadka, który widział w swoich ustach grób mowy Chrystusowej. Bzdura! Czyżby Chrystus nie znał arabskiego, greki i łaciny? (304)

 

Uważam, że w dziejach ludzkości była i będzie tylko jedna dziewica – Najświętsza Maryja Panna, Matka Boża, i że kobieta nie potrzebuje dziewictwa, bo Maryja była dziewicą za wszystkie kobiety świata. (310)

 

Każdy jest narzędziem, proszę Pana. Nikt nie istnieje sam w sobie i sam dla siebie. Po co więc Bóg nas stworzył? Czy po to, żebyśmy cierpieli i zadawali cierpienia? W odróżnieniu ode mnie Jalo uważa, że życie nie ma sensu. Jalo odkrył jakby inny sens życia, którego nikomu nie chce wyjawić. Nawet ja go nie znam. Przybliżam się do niego i czytam mu. Przez moment spogląda na mnie, potem jednak odwraca twarz i wraca do swojego odrębnego świata, który zabiera go nie wiem dokąd. Jalo odkrył, proszę Pana, że człowiek może istnieć tylko wtedy, gdy znajdzie się na samym dnie. Tam, na dole, nikt już nie jest niczyim narzędziem. Tam człowiek staje się barankiem zarżniętym za ludzkość, a jego duch unosi się nad światem, bo jest już wolny. Ja jednak boję się o niego. Piszę, bo się o niego boję. (336)