szelest

Pieszczoty i pocałunki. Drugi werset rozgrzewa. Zarówno filologów jak i zwyczajnych czytelników. Pieśń nad Pieśniami zaskakuje. Nie tyle swoim erotyzmem. Raczej tym, że według tradycji hebrajskiej jak i chrześcijańskiej zajmuje szczególne miejsce wśród biblijnych ksiąg.

„niech mnie całuje całunkami ust swoich” – jiszszakeni minneszikot pihu

Powtórzcie sobie te trzy hebrajskie słowa. jiszszakeni minneszikot pihu. Słyszycie szelest pocałunków? Jeśli się nigdy nie całowaliście, nie usłyszycie. Stańce przed lustrem. Powtórzcie bez pośpiechu ‘pihu’ – widzicie jak usta same układają się do całowania? To nie jest przypadkowa permutacja alfabetu – to ich perfekcyjna kolejność. Choćby z powodu tego, istnieć powinien Bóg.

Pieśń Najpiękniejsza (bo tak by można tłumaczyć ‘szir haszirim’) to nie teologiczny dyskurs (w księdze nie ma żadnego wprost odniesienia do Boga, brak teo-logii). Dla wielu księga jest biblijnym sercem. Jak to? Bo to alegoria miłości. Według tradycji hebrajskiej miłości Boga do Izraela. Według chrześcijańskiej – Boga do swego Kościoła.

Pocałunki to mało. Towarzyszą im pieszczoty.

„bo pieszczoty twoje są lepsze niż wino” – ki_towim dodecha mijjajin

'towim’ – liczba mnoga od 'tow’, „dobry”. Otwieramy pierwszą księgę. Rodzaju. Cokolwiek Bóg stworzył, było dobre. „Pieśń Najpiękniejsza” nie boi się nazwać erotyki tym słowem, którym Bóg określa swoje stworzenie.

Starczy na dziś.

corpoema

Kilka lekkostrawnych ciekawostek starego studenta „katolickiej jesziwy”:

 

*

Pieśń na Pieśniami. Imię Boga nie pada w tej księdze ani razu. Co prawda w rozdziale ósmym (w. 6) pojawia się skrócona wersja imienia JHWH w postaci JH, ale nie jest to bezpośrednie odniesienia do Boga. Język hebrajski nie zna stopnia najwyższego przymiotników i używa imienia Bożego do zaznaczenia, że coś jest „naj”. I tak „płomień Pański” jest po prostu „płomieniem o wielkiej mocy”. Nie ma zatem żadnego wersetu w tej księdze, który by można interpretować wprost teo-logicznie.

Ta księga nie mówi o ciałach kochanków – użyty w niej język poezji pozwala mówić samym ciałom. Cielesność jest istotnym elementem całej Biblii. Punktem kulminacyjnym tego biblijnego tematu jest wcielenie Syna Bożego. Jean-Pierre Sonnet (jeden z profesorów na Gregorianie) utworzył nowy termin na określenie gatunku tej księgi – po włosku „il corpoema” od „corpo” = ciało i „poema” = poemat. Jakby to ładnie nazwać po polsku?

Niektórzy bibliści uważają, że Pieśń nad Pieśniami została napisana przez kobietę.

 

**

Księga Ezechiela jest miejscami odjazdowa – ezechielowe wizje są na tyle dziwaczne dla współczesnego czytelnika, że w czasach psychiatrii musiała zaistnieć teoria, że autor tekstu miał poważne psychiczne odchylenia od normy (bez wgłębiania się w to, co jest normą dla psychicznego zdrowia człowieka). Przy Ezechielu mała dygresja. W tradycji chrześcijańskiej mówi się o czterech wielkich prorokach Starego Testamentu, są nimi Izajasz, Jeremiasz, Ezechiel i Daniel. W tradycji hebrajskiej również jest mowa o wielkiej czwórce. Odrzucony jest jednak Daniel, czwartym prorokiem jest razem wzięta grupa dwunastu mniejszych proroków (to wszyscy ci, którzy znajdują się na samym końcu Starego Testamentu w naszym katolickim kanonie).

 

***

Zmartwychwstanie Jezusa nie było czymś bardzo zaskakującym. W teologii hebrajskiej oczekiwano zmartwychwstania umarłych przy końcu czasów. Zaskoczeniem nie było samo zmartwychwstanie, zaskoczeniem było to, że nastąpiło ono już teraz. Był to znak tego, że koniec tego świata jest bliski. Stąd tak ogromne nadzieje na szybki powrót Jezusa. Nic zatem dziwnego, że jeden z pierwszych odnotowanych kryzysów wspólnot chrześcijańskich (nawiązuję do 1 Listu do Tesaloniczan – to najstarszy znany nam tekst chrześcijański, początki lat 50.) rodzi się z opóźniającego się ponownego przyjścia Jezusa.

w sercu morza

W tej krótkiej księdze prawie wszystko jest wielkie. Niniwa. Wiatr i burza. A także ryba. Dziś o drugim rozdziale Księgi Jonasza. Niepokornego proroka.

Prawdopodobnie to błąd kopisty, ale urósł do rangi symbolu. Wielka ryba w wersecie 1. i 11. jest rodzaju męskiego (דג), ale w wersecie 2. rodzaju żeńskiego (דגה). W rodzaju męskim pojawia się wtedy, gdy połyka Jonasza, a na końcu go wypluwa. Natomiast jest rodzaju żeńskiego, gdy Jonasz modli się w jej wnętrznościach. Ta modlitwa staje się alegorią nowego poczęcia, narodzin, jak w łonie matki.

Jonasz spędza we wnętrzu ryby trzy dni i trzy noce. Tyle czasu potrzebował, by jego serce się zmieniło. Tyle też czasu będzie potrzebować Jonasz, by obejść całą Niniwę. Dlaczego trzy dni i trzy noce? To symboliczna liczba, mówiąca o początku duchowego doświadczenia, o przemianie i wewnętrznej odbudowie (por. Oz 6,2; Rdz 22,4; Wj 19,10-11; 1 Krl 12,5.12; 2 Krl 20,5.8).

Jonasz modli się. Jego modlitwa ma budowę psalmu. Choć ciągle znajduje się we wnętrzu ryby, to rozpoczyna ją od dziękczynienia za ocalenie. Wydaje się, że tym pierwszym ocaleniem jest przemiana jego serca. W swym wnętrzu odnalazł Boga, który już teraz przychodzi mu z pomocą. A zszedł bardzo głęboko. Jonasz konsekwentnie schodził w dół (1,3-5): zszedł do Jaffy…, zszedł na pokład… (…) zszedł na niższy pokład – jest to ten sam hebrajski czasownik, bardzo znaczący. W podobny sposób człowiek „zstępuje do Szeolu” (Ps 55, 16). Jonasz zdał sobie z tego sprawę, ponieważ w modlitwie przywołuje Szeol, jako miejsce swojego pobytu.

Morze i jego głębiny odgrywają ważną rolę w Biblii. W nim topione są zło i grzechy. Tak było za czasów Noego, gdy wielka powódź miała zmyć grzech. Podobnie zginęli Egipcjanie goniący Hebrajczyków po ich wyjściu z Egiptu. Dokładnie tak modlił się również prorok Micheasz: „On znów się zmiłuje nad nami i obmyje nas z naszej winy. Wrzuci w głębinę morską wszystkie nasze grzechy” (Mi 7,19).

Jonasz zostaje wyrzucony na ląd, na suchą ziemię (היבשה). W takiej formie to słowo pojawia się w Księdze Rodzaju, gdy Bóg przez zebranie wód w jedno miejsce tworzy suchy ląd. Burza z pierwszego rozdziału Księgi Jonasza byłaby zatem symbolem pierwotnego chaosu. Teraz, po swej przemianie, Jonasz tak jakby zostaje stworzony na nowo.

 

Na podstawie: Scaiola Donatella, Abdia, Giona, Michea – Introduzione, traduzione e commento, San Polo Edizioni, 2012.

 

Księga Jonasza, rozdział 2

PAN posłał wielką rybę, żeby połknęła Jonasza. I Jonasz był we wnętrznościach ryby trzy dni i trzy noce.
Z wnętrzności ryby Jonasz modlił się tymi słowami do PANA, Boga swego:
„W nieszczęściu wzywałem PANA i On mi odpowiedział. Z łona krainy umarłych wołałem o pomoc i usłyszałeś mój głos.
Rzuciłeś mnie w samo serce morza i wir mnie porwał, wszystkie Twoje spienione fale przetoczyły się nade mną.
A ja powiedziałem: Jestem daleko wygnany sprzed Twoich oczu. Jakże będę mógł znowu zobaczyć Twoją świątynię?
Zatapiają mnie wody, otacza mnie głębia, morska trawa oplata mi głowę.
Zstąpiłem aż do korzeni gór i w głąb ziemi, a ona zamknęła się nade mną na zawsze. Lecz Ty żywego wydobędziesz mnie z grobu, PANIE, mój Boże.
Gdy gasło me życie, wspomniałem na PANA, a moja modlitwa dotarła do Ciebie, do Twojej świątyni.
Czciciele fałszywych bożków porzucają łaskę przeznaczoną dla nich.
Ja zaś z dziękczynieniem złożę Ci ofiarę, wypełnię śluby, które Ci złożyłem. Zbawienie jest w rękach PANA!”.
Wtedy PAN rozkazał rybie, a ona wypluła Jonasza na ląd.

(Biblia Paulistów)