I co widzisz?

– Tylko nie idź za szybko – upominał mnie, mogłoby się wydawać, że ze względu na swoją starość, lecz zaraz wyjaśniał: – Drugi raz już nie zrobisz tego samego kroku.

 

A każdy spacer zaczynał od tego, że po parunastu krokach od wyjścia z domu przystawał i kazał mi się rozejrzeć dookoła, po czym pytał:

 

– I co widzisz? No, tak wokoło siebie co widzisz? Rozglądnij się dobrze.

 

Więc rozglądając się, wymieniałem mu, co widzę, budynki, drzewa, płoty, ludzi, gołębie na dachu, chmury na niebie, ale nigdy nie przytaknął mi na potwierdzenie, tylko dalej pytał:

 

– A co jeszcze?

 

A kiedy już mówiłem, że już nic więcej nie widzę, nie odpowiadał mi, że jeszcze to czy tamto, tylko rzucał, to idziemy dalej, zostawiając mnie w dręczącej niepewności, że może coś tam przeoczyłem. Nieraz byłem gotów wrócić i rozejrzeć się, co przeoczyłem, lecz nie było powrotu, bo szliśmy dalej. Potem przystawaliśmy w nowym miejscu, niekoniecznie odległym od tamtego, lecz zmieniającym jedynie punkt widzenia, i znów mi się pytał:

 

– No, a tu co widzisz? Spokojnie się rozglądaj. Nigdzie nam się nie spieszy. Wyobraź sobie, że czekamy tu na kogoś, kto przyjdzie może za godzinę albo w ogóle nie przyjdzie, lecz mamy obowiązek poczekać na niego.

 

Kiedyś udręczony, że więcej już nie widzę, a ruszyliśmy właśnie dalej, zdobyłem się na odwagę i może nawet łamiąc przykazania matki, abym był posłuszny, zwróciłem się do niego prawie natarczywie:

 

– Pan mi powie, co tam jeszcze było, a czego nie widziałem.

 

– Nie wiem – odparł ku mojemu zdziwieniu.

 

[…]

 

– Widzisz – powiedział, kiedyśmy już odeszli od tamtego miejsca – tego, co ty widzisz, nikt inny nie widzi. Choćby widział dużo więcej.

 

 

Wiesław Myśliwski, Widnokrąg, wyd. Znak, Kraków 2007, s. 274.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.