Archiwa tagu: chleb

głodny

Chciał odpłynąć tam, gdzie nie było nikogo, ale gdy wysiadł z łodzi znów ich wszystkich zobaczył. Może chciał odpocząć, porozmawiać sam na sam z Ojcem, obgadać z Nim kilka ważnych spraw? Nie wiem. Okoliczności do tego, by się wkurzyć i kazać, by sobie poszli, były odpowiednie. Zrobił inaczej niż myślałem. Podszedł do nich i zaczął leczyć. Trochę czasu mu to zajęło. Byliśmy już tym wszystkimi zmęczeni. Zaczęło nam burczeć w brzuchach. Nieważne, że nikt nie narzekał. Wszyscy byli zafascynowani tym, co robił. Myśmy już do tego przywykli. Naprawdę nie myślą o jedzeniu? Pięć chlebów i dwie ryby – kilkanaście osób może się względnie tą porcją najeść, ale na pewno nie kilka tysięcy. Przecież nie powiemy Mu, że jesteśmy głodni. Pójść na bok i wszamać to, cośmy tu mieli? Bez sensu. Głupio później wyjdzie. I tak się dowie. No, ale przecież ten tłum też w końcu zgłodnieje. Tak, oni na pewno już są głodni, tylko nie chcą nam tego powiedzieć. Tak, niech im każe sobie wrócić. Będzie spokój, w końcu wciągniemy po kanapce i rozciągniemy się na ziemi. Idziemy do Niego. Tekst mamy dobry, na pewno zrobi jak chcemy.

Co? My mamy dać im jeść?

Takiego obrotu sprawy się nie spodziewałem. Pokazaliśmy Mu to, co żeśmy ze sobą mieli. Jak to zobaczy – pomyślałem sobie – to chyba zrozumie. Ale nie. Każe wszystkim siadać. Wziął od nas chleb z rybami. Popatrzył w górę i zaczął mówić do swego Ojca. Zawsze tak robił, gdy coś ważnego miało się wydarzyć. Patrzyłem i czekałem. Jak skończył, zawołał nas do siebie. Zaczął dzielić chleb, dawał nam i powiedział, żebyśmy zanieśli ludziom. Byłem totalnie zdezorientowany. Robiłem co mi kazał. Poszedłem między ludzi. Patrzyli na mnie i mi dziękowali. Niektórzy się do mnie uśmiechali. Jakaś starsza kobieta z wdzięczności wrzuciła mi kilka monet do kieszeni. Usłyszałem tyle dobrych słów. Dlaczego dziękują mi? Przecież nic nie zrobiłem! Ten chleb. Ta ryba. Przecież nasz pomysł na ten wieczór był zupełnie inny. Po raz kolejny rozczarowałem się sobą. Byliśmy głodni. Wiedział, na pewno wiedział, że nie powiedzieliśmy Mu prawdy, że tak naprawdę kiszki w brzuchu przekręcały się nam, nie im. To nas powinien wysłać do miasta i się z nami pożegnać na jakiś czas. Może na zawsze. Nie, On tak nie potrafi. Wykorzystuje każdą sytuację, by nas czegoś nowego nauczyć. Po tym wszystkim w końcu się wszyscy rozeszli do domów, sami. Siedziałem na kamieniu. Było cicho. Noc była ciepła. Patrzyłem z daleko na Niego. Spał. Ja nie mogłem zasnąć. Po prostu nie mogłem przestać myśleć.

 

Mateusz napisał:

Gdy Jezus to usłyszał, odpłynął stamtąd łodzią na miejsce niezamieszkałe. Tłumy dowiedziały się o tym i poszły za Nim.
Kiedy wysiadł z łodzi, zobaczył wielką rzeszę ludzi. Ulitował się nad nimi i uzdrowił ich.

Wieczorem podeszli do Niego uczniowie i rzekli: „Miejsce to jest odludne i jest już późno. Odeślij ludzi do wsi, aby kupili sobie żywności”.
Lecz Jezus odpowiedział: „Nie muszą odchodzić. Wy dajcie im jeść!”
A oni na to: „Mamy tylko pięć chlebów i dwie ryby”.
Wtedy On polecił: „Przynieście Mi je tutaj!”.

I rozkazał ludziom usiąść na trawie. Wziął pięć chlebów i dwie ryby, spojrzał w niebo i odmówił modlitwę uwielbienia. Potem łamał chleby i dawał uczniom, a oni ludziom.
Wszyscy jedli do syta, a zebranymi resztkami napełniono dwanaście koszy.
Tych zaś, którzy jedli, było około pięciu tysięcy mężczyzn, nie licząc kobiet i dzieci.

(Mt 14,13-21)

1 Krl 17,1-7

Eliasz, prorok, pochodzący z Tiszbe w Gileadzie, zwrócił się do Achaba: „Przysięgam na PANA, Boga Izraela, któremu służę: nie będzie w następnych latach ani rosy, ani deszczu, dopóki nie zapowiem inaczej”. Wówczas zostało skierowane do niego słowo PANA: „Idź stąd na wschód i ukryj się w wąwozie potoku Kerit, na wschód od Jordanu. Będziesz tam pił wodę z potoku, krukom zaś rozkazałem, aby cię żywiły”. Wyruszył więc zgodnie z rozkazem PANA i zatrzymał się nad potokiem Kerit, na wschód od Jordanu. Rano i wieczorem kruki przynosiły mu chleb i mięso, wodę zaś pił z potoku. Po pewnym czasie jednak potok wysechł, gdyż w kraju nie było deszczu.[1]

 

[1] 1 Krn 17, 1-7: Eliasz pojawia się na kartach Biblii już po podziale Królestwa Izraela i działa w Królestwie Północnym – był to czas, gdy przyjmowano wiele pogańskich zwyczajów. Gdy król Achab wziął za swą żonę Izebel, za jej przyczyną do królestwa oficjalnie wszedł kult boga Baala. Był to również czas dobrobytu i tolerancji (również wyznaniowej), co doprowadziło do synkretyzmu religijnego. „Musimy pamiętać, że rozwijająca się tu cywilizacja rolnicza sprzyjała kultowi Baala, boga burzy i deszczu, odpowiadającego za urodzajność ziemi i płodność zwierząt. Przedstawiano go pod postacią byczka (symbolu mocy i płodności) ze strzałami, które były piorunami z nieba. Odnoszące się do niego mity opowiadały, że walczył z Motem, bogiem śmierci, i został zwyciężony. Po tym zdarzeniu bogowie pogrążyli się w żałobie, lecz Anat (siostra lub żona Baala) zmierzyła się z Motem, pokonała go i wypędziła. Wówczas Baal wrócił do życia i ponownie starł się z Motem, tym razem zwycięsko. Historia o Baalu jest fascynująca. Opowiada o życiu i śmierci, łączy się z cyklem rolniczym, przywodzi na myśl nasienie, które umiera i odżywa, stając się kłosem, oraz ziemię, która obumiera, gdy jest susza, by potem wraz z deszczem powrócić do życia. Jak widać, kult Baala był dla ludu niezwykle atrakcyjny. Izrael uległ pokusie boga widzialnego i zrozumiałego, pozostającego w zasięgu ręki, w przeciwieństwie do Boga Izraela, niewidzialnego, transcendentnego, tajemniczego, nieprzewidywalnego (…). Szczególnie znaczący i decydujący w tym względzie był stosunek do wody, która jest najważniejsza dla życia (nie zapominajmy, że jesteśmy na ziemi na wpół pustynnej): według wierzeń kananejskich to Baal daje deszcz, podczas gdy według Izraela zsyła go Bóg; od Baala możesz go kupić, dając w zamian ofiary, natomiast od Boga możesz go jedynie oczekiwać. (…) Poprzez profetyczne słowo Eliasza ziemia staje się pustynią, aby lud zrozumiał własny błąd i przekonał się, że to nie Baal daje deszcz, lecz Bóg.” [Eliasz, Bruna Costacurta, wyd. Salwator, Kraków 2010, s. 9-11, 14]

Mk 7,27

Powiedział do niej: „Pozwól najpierw najeść się dzieciom, bo nie wypada zabierać chleb dzieciom i rzucać go szczeniętom[1]”.

 

[1] Dzieci i szczenięta obrazują relacje między Izraelem i poganami, gdyż Izrael pozostaje do Boga w relacji dziecka, podczas gdy zdrobniała, delikatniejsza forma „szczenięta” (lub „pieski”) była w judaizmie używana na określenie pogan. […] Wiele mówiący jest fakt, że spotkanie z Syrofenicjanką miało miejsce poza Izraelem, w okolicy Tyru i Sydonu (Mk 7, 24) [Teologia Nowego Testamentu, Joachim Gnilka, wyd. „M”, Kraków 2002, s. 219]

Rdz 14,18

Melchizedek[1]  natomiast, król Szalemu[2], przyniósł chleb i wino. Był on kapłanem Boga Najwyższego.

 

[1] Nic więcej o nim nie wiemy poza tym, co czytamy w Rdz 14. [Starożytny Izrael, Hershel Shanks, wyd. Vocatio, Warszawa 2009, s. 26]

[2] W czasie swoich podróży Abraham został ugoszczony przez Melchizedeka, króla-kapłana Salem [Szalem], w imieniu El-Eliona, Najwyższego Boga. Ta pierwsza w Biblii wzmianka o mieście [Jerozolimie] sugeruje, że Jerozolima była kananejską świątynią rządzoną przez królów-kapłanów. [Jerozolima. Biografia, Simon Sebag Montefiore, wyd. Magnum, Warszawa 2011, s. 18]