Archiwa tagu: język

Boże, daj nam „tłumaczy”!

Wróciłem do adhortacji Franciszka „Evangelii Gaudium”. Tekst długi, ale warto było znów go przeczytać. Moją uwagę znów przykuły słowa o „języku” jakim posługujemy się w mówieniu o Bogu. Pamiętam, że jak pierwszy raz przeczytałem ten fragment to tak się wzruszyłem, że z radości omal się nie popłakałem. Ciary. Nie mogłem uwierzyć w to, że przeczytam w papieskim dokumencie dokładnie o tym, o czym od dawna myślę i z czym nie potrafię sobie poradzić.

Od dawna uważam, że jednym z podstawowych problemów współczesnego Kościoła jest język, którym się posługuje.­ Język to dla mnie coś znacznie szerszego niż tylko słowa, gramatyka i semiotyka. To między innym sposób zachowania, działania, cała liturgia, a nawet ubierania się, czy nawet projektowanie okładki gazetki parafialnej lub formułowanie ogłoszeń duszpasterskich na mszy. Choć dużo ważniejsza od formy jest treść, to bez formy żadna treść nie zostanie właściwie zrozumiana.

Franciszek czuje to bardzo dobrze i wie, że problem nie jest błahy, dlatego pisze: „Niekiedy wierni słuchając języka ściśle ortodoksyjnego, wynoszą coś całkowicie obcego autentycznej Ewangelii Jezusa Chrystusa, ze względu na język przez nich używany i rozumiany. Mając święty zamiar przekazania im prawdy o Bogu i człowieku, przekazujemy im w pewnych sytuacjach fałszywego boga lub ideał ludzki, który naprawdę nie jest chrześcijański”. Przesadne trzymanie się starego „języka” (starych form wyrazu) zamienia Kościół w „obiekt muzealny albo własność niewielu”.

Jak uporać się z tym problemem? Pytanie to chodzi mi po głowie już od kilku lat i do tej pory nie znalazłem satysfakcjonującej mnie odpowiedzi. Dobrą intuicją są słowa Franciszka: „Jeśli chcemy się dostosować do języka innych ludzi, by możliwe było dotarcie do nich ze Słowem, trzeba wiele słuchać, trzeba dzielić życie z ludźmi i bacznie zwracać na nich uwagę”.

2000 lat historii Kościoła jest dla nas jednocześnie ogromnym bogactwem i przekleństwem. Myślę, że tak jak tłumaczy się książkę z jednego języka na drugi, język jednej kultury na drugi, tak samo do przetłumaczenia jest język naszych Ojców na nasz współczesny. Bóg mówi dziś – tego tłumaczyć nie trzeba, tu trzeba się uczyć słuchania. Ale Bóg nie zaczął mówić dziś, On mówi do ludzi już od kilku tysięcy lat. I tu trzeba nam często tłumacza.

To taki mój mały komentarz do jednej myśli. W adhortacji oczywiście poruszanych jest dużo więcej, nieraz ważniejszych, spraw.

Poniżej „lapidarium”, czyli wyciągnięte z tekstu te fragmenty, który przykuły moją uwagę (w nawiasach podane numery, pod którymi znajdziemy je w adhortacji):

 

Bóg nigdy nie męczy się przebaczaniem; to nas męczy proszenie Go o miłosierdzie. (3)

[…] społeczeństwo technologiczne zdołało pomnożyć okazje do przyjemności, lecz nie przychodzi mu łatwo doprowadzić do radości. (7)

Wszyscy mają prawo przyjąć Ewangelię. (14)

Kościół nie rośnie przez prozelityzm, ale «przez przyciąganie» (14)

Nie uważam także, że należy oczekiwać od papieskiego nauczania definitywnego lub wyczerpującego słowa na temat wszystkich spraw dotyczących Kościoła i świata. Nie jest stosowne, żeby Papież zastępował lokalne episkopaty w rozeznaniu wszystkich problemów wyłaniających się na ich terytoriach. W tym sensie dostrzegam potrzebę przyjęcia zbawiennej «decentralizacji». (16)

Zdaję sobie sprawę, że dzisiaj dokumenty nie budzą takiego zainteresowania jak w innych czasach i szybko się o nich zapomina. (25)

Bądźmy we wszystkich regionach ziemi w «permanentnym stanie misji». (25)

Biskup powinien zawsze budzić komunię misyjną w swoim Kościele diecezjalnym, dążąc do ideału pierwszych wspólnot chrześcijańskich, gdzie wierzących ożywiały jedno serce i jeden duch (por. Dz 4, 32). Dlatego niekiedy stanie z przodu, aby wskazać drogę i podtrzymać nadzieję ludu, innym razem zwyczajnie stanie pośród wszystkich ze swą prostą i miłosierną bliskością, a w pewnych okolicznościach powinien iść za ludem, aby pomóc tym, którzy zostali z tyłu, a przede wszystkim dlatego, że sama owczarnia ma swój węch, aby rozpoznać nowe drogi. (31)

Ponieważ jestem wezwany, by żyć tym, o co proszę innych, muszę również myśleć o nawróceniu papiestwa. (32)

Papież Jan Paweł II poprosił o pomoc w znalezieniu «takiej formy sprawowania prymatu, która nie odrzucając bynajmniej istotnych elementów tej misji, byłaby otwarta na nową sytuację». Niewiele poczyniliśmy w tym kierunku. (32)

Przesadna centralizacja zamiast pomagać, komplikuje życie Kościoła oraz jego dynamizm misyjny. (32)

Duszpasterstwo w kluczu misyjnym wymaga rezygnacji z wygodnego kryterium duszpasterskiego, że «zawsze się tak robiło». Zachęcam wszystkich do śmiałości i kreatywności […]. (33)

Jednocześnie olbrzymie i szybkie zmiany kulturowe wymagają, abyśmy nieustannie zwracali uwagę na to, by starać się wyrażać odwieczne prawdy w języku pozwalającym dostrzec ich nieustanną nowość, ponieważ w depozycie nauki chrześcijańskiej „czym innym jest istota […] a czym innym jest sposób jej wyrażania”. Niekiedy wierni słuchając języka ściśle ortodoksyjnego, wynoszą coś całkowicie obcego autentycznej Ewangelii Jezusa Chrystusa, ze względu na język przez nich używany i rozumiany. Mając święty zamiar przekazania im prawdy o Bogu i człowieku, przekazujemy im w pewnych sytuacjach fałszywego boga lub ideał ludzki, który naprawdę nie jest chrześcijański. W ten sposób pozostajemy wierni jakiemuś sformułowaniu, ale nie przekazujemy istoty rzeczy. To jest najpoważniejsze ryzyko. Pamiętajmy, że «wyrażanie prawdy może przybierać różne formy. Właśnie odnowa form wyrazu staje się konieczna, aby można było przekazywać współczesnemu człowiekowi ewangeliczne orędzie w jego niezmiennym sensie». (41)

Podobnie istnieją normy lub przykazania kościelne, które mogły być bardzo skuteczne w innych epokach, ale które nie mają już tej samej siły wychowawczej jako drogi życia. Św. Tomasz z Akwinu podkreślał, że przykazania dane ludowi Bożemu przez Chrystusa i przez Apostołów «są bardzo nieliczne». Cytując św. Augustyna, zauważał, że w przykazaniach dodanych później przez Kościół należy przestrzegać umiaru, «aby życie wiernych nie stało się zbyt uciążliwe» oraz aby nie przemienić naszej religii w niewolę, skoro «miłosierdzie Boże chciało ją mieć wolną». (43)

Kapłanom przypominam, że konfesjonał nie powinien być salą tortur, ale miejscem miłosierdzia Pana, zachęcającego nas do czynienia możliwego dobra. (44)

Eucharystia, chociaż stanowi pełnię życia sakramentalnego, nie jest nagrodą dla doskonałych, lecz szlachetnym

lekarstwem i pokarmem dla słabych. (47)

Często zachowujemy się jak kontrolerzy łaski, a nie jak ci, którzy ją przekazują. Kościół jednak nie jest urzędem celnym, jest ojcowskim domem, gdzie jest miejsce dla każdego z jego trudnym życiem. (47)

[…] wolę raczej Kościół poturbowany, poraniony i brudny, bo wyszedł na ulice, niż Kościół chory z powodu zamknięcia się i wygody kurczowego przywiązania do własnego bezpieczeństwa. Nie chcę Kościoła zatroskanego o to, by stanowić centrum, który w końcu zamyka się w gąszczu obsesji i procedur. Jeśli coś ma wywoływać święte oburzenie, niepokoić i przyprawiać o wyrzuty sumienia, to niech będzie to fakt, że tylu naszych braci żyje pozbawionych siły, światła i pociechy wypływającej z przyjaźni z Jezusem Chrystusem, bez przygarniającej ich wspólnoty wiary, bez perspektywy sensu i życia. Mam nadzieję, że bardziej od lęku przed pomyłką kierować się będziemy lękiem przed zamknięciem się w strukturach dostarczających nam fałszywej ochrony, lękiem przed przepisami, które czynią z nas nieubłaganych sędziów, lękiem przed przyzwyczajeniami, dzięki którym czujemy się spokojni, podczas gdy obok nas znajduje się zgłodniała rzesza ludzi, a Jezus powtarza nam bez przerwy: «Wy dajcie im jeść!» (Mk 6, 37). (49)

Nie jest zadaniem papieża przedstawianie szczegółowej i wyczerpującej analizy współczesnej rzeczywistości, ale zachęcam wszystkie wspólnoty, aby zachowały «zawsze uważną zdolność do badania znaków czasu». (51)

Pieniądz powinien służyć, a nie rządzić! (58)

Jednocześnie życie duchowe myli się z niektórymi wydarzeniami religijnymi przynoszącymi pewną ulgę, ale nie prowadzącymi do spotkania z innymi, do zaangażowania w świecie, do pasji ewangelizowania. (78)

Dzisiejsze gorączkowe pragnienie osiągnięcia natychmiastowych wyników sprawia, że pracujący w duszpasterstwie nie tolerują łatwo poczucia jakiegoś sprzeciwu, widocznej porażki, krytyki, krzyża. (82)

Syn Boży przez swoje wcielenie zachęcił nas do rewolucji czułości. (88)

U niektórych zauważa się ostentacyjną troskę o liturgię, o doktrynę i prestiż Kościoła, ale nie przejmują się

oni rzeczywistym wprowadzeniem Ewangelii w życie Ludu Bożego i w konkretne potrzeby dziejowe. W ten sposób życie Kościoła zamienia się w obiekt muzealny albo własność niewielu. (95)

Ileż wojen w obrębie Ludu Bożego i w różnych wspólnotach! (98)

Nie możemy rościć sobie prawa, aby wszystkie ludy na wszystkich kontynentach, wyrażając wiarę

chrześcijańską, naśladowały formy przyjęte przez ludy europejskie w określonym momencie historii, ponieważ wiary nie można zamknąć w obrębie rozumienia i wyrażania właściwego dla jakiejś specyficznej kultury. Jest bezsprzeczne, że jedna kultura nie wyczerpuje tajemnicy odkupienia Chrystusa. (118)

We wszystkich ochrzczonych, od pierwszego do ostatniego, działa uświęcająca moc Ducha, pobudzająca do ewangelizowania. Lud Boży jest święty dzięki temu namaszczeniu, które czyni go nieomylnym «in credendo» . Oznacza to, że kiedy wierzy, nie błądzi, nawet jeśli nie znajduje słów do wyrażenia swojej wiary. Duch prowadzi go w prawdzie i pociąga do zbawienia96. Częścią tajemnicy Jego miłości do ludzi jest to, że Bóg obdarza ogół wiernych zmysłem wiary – sensus fidei – który pomaga im w rozeznawaniu tego, co rzeczywiście

pochodzi od Boga. Obecność Ducha zapewnia chrześcijanom swego rodzaju zespolenie z rzeczywistością Bożą oraz mądrość, która pozwala im pojmować tę rzeczywistość intuicyjnie, nawet jeśli nie dysponują odpowiednimi narzędziami, by ją wyrazić precyzyjnie. (119)

Homilia […]powinna być krótka i powinna unikać sprawiania wrażenia, że jest jakąś konferencją lub lekcją. (138)

Dialog […]realizuje się dzięki przyjemności rozmawiania (142)

Kaznodzieja, który się nie przygotowuje, nie jest «duchowy», jest nieuczciwy i nieodpowiedzialny wobec otrzymanych darów. (145)

O homilii: „Przypomnijmy, że nigdy nie trzeba odpowiadać na pytania, których nikt sobie nie stawia. Nie jest także stosowne przedstawianie przeglądu aktualności, aby wzbudzić zainteresowanie: od tego są już

programy telewizyjne. […]czasem pewne osoby z przyjemnością słuchają komentarzy na temat rzeczywistości, ale kwestionują, że odnoszą się do nich samych. (155)

Często kaznodzieje posługują się słowami, których się nauczyli podczas studiów i w określonych środowiskach, ale które nie należą do zwykłego języka słuchających ich osób. Istnieją słowa właściwe teologii lub katechezie, których sens nie jest zrozumiały dla większości chrześcijan. Największym zagrożeniem dla kaznodziei jest przyzwyczajenie się do swojego języka i uważanie, że wszyscy inni spontanicznie się nim posługują i rozumieją go. Jeśli chcemy się dostosować do języka innych ludzi, by możliwe było dotarcie do nich ze Słowem, trzeba wiele słuchać, trzeba dzielić życie z ludźmi i bacznie zwracać na nich uwagę. Prostota i jasność to dwie różne rzeczy. Język może być bardzo prosty, ale kazanie może być niejasne. Może być niezrozumiałe ze względu na chaotyczność, brak logiki albo ponieważ jednocześnie podejmuje różne tematy. Dlatego innym niezbędnym zadaniem jest sprawienie, aby kazanie miało jedność tematyczną, jasny porządek i powiązanie między zdaniami, aby osoby mogły łatwo podążać za kaznodzieją i pojąć logikę jego wywodu. (158)

Ten, kto towarzyszy, umie uznać, że sytuacja każdego człowieka przed Bogiem i własnym życiem łaski stanowi tajemnicę, której nikt nie może w pełni poznać, patrząc z zewnątrz. (172)

Kochamy tę wspaniałą planetę, na której umieścił nas Bóg, i kochamy zamieszkującą ją ludzkość ze wszystkimi jej dramatami i zmęczeniem, z jej pragnieniami i nadziejami, z jej wartościami i jej kruchością. Ziemia jest naszym wspólnym domem i wszyscy jesteśmy braćmi. (183)

[…] jest dla nas skandalem fakt, że istnieje żywność wystarczająca dla wszystkich i że głód jest wynikiem złej dystrybucji dóbr i dochodów. Problem staje się poważniejszy w kontekście powszechnego marnotrawstwa». (191)

O ubogich w Ewangelii: „Jest to orędzie tak jasne, tak bezpośrednie, tak proste i wymowne, że żadna kościelna hermeneutyka nie ma prawa go relatywizować. Refleksja Kościoła nad tymi tekstami nie powinna ich zaciemniać lub osłabiać ich zachęcającego znaczenia, ale raczej pomóc, aby odważnie i z zapałem przyjąć je za swoje. Dlaczego komplikować to, co jest tak proste? Aparaty pojęciowe istnieją po to, by ułatwiać kontakt z rzeczywistością, którą chcemy wyjaśnić, a nie po to, aby się od niej oddalić. Odnosi się to przede wszystkim do wezwań biblijnych, zachęcających z taką determinacją do miłości braterskiej, do pokornej i ofiarnej służby, do sprawiedliwości, do miłosierdzia względem ubogiego. Jezus ukazał nam tę drogę uznania drugiego człowieka swoimi słowami i gestami. Dlaczego zaciemniać to, co jest tak jasne?” (194)

Dlatego pragnę Kościoła ubogiego dla ubogich. (198)

Ponieważ adhortacja ta skierowana jest do członków Kościoła katolickiego, muszę z bólem stwierdzić, że najgorszą dyskryminacją, jakiej doświadczają ubodzy, jest brak opieki duchowej. (200)

O zaangażowaniu na rzecz ubogich: „Obawiam się, że również te słowa pozostaną tylko przedmiotem komentarzy bez praktycznego odniesienia. Niemniej jestem pełen ufności w otwarcie i właściwą dyspozycyjność chrześcijan i proszę was o wspólnotowe szukanie nowych dróg, by przyjąć tę odnowioną propozycję.” (201)

Polityka, tak bardzo oczerniana, jest powołaniem wzniosłym, jest jedną z najcenniejszych form miłości, ponieważ szuka dobra wspólnego. (205)

Jeśli ktoś czuje się dotknięty moimi słowami, pragnę go zapewnić, że wypowiadam je z serca i w najlepszych intencjach, daleki od jakiegokolwiek interesu osobistego lub ideologii politycznej. (208)

Koniecznie trzeba zwracać uwagę, żeby być blisko nowych form ubóstwa i słabości, […] (210)

[…] uczyniliśmy niewiele, aby odpowiednio pomagać i towarzyszyć kobietom znajdującym się w bardzo ciężkiej sytuacji […] (214)

jesteśmy stróżami innych stworzeń. (215)

Chrystus zjednoczył wszystko w sobie: niebo i ziemię, czas i wieczność, ciało i ducha, osobę i społeczeństwo. (229)

Istnieje również dwubiegunowe napięcie między ideą a rzeczywistością. Rzeczywistość po prostu jest, ideę się wypracowuje. Trzeba doprowadzić do stałego dialogu pomiędzy nimi, unikając oddzielenia idei od rzeczywistości. Niebezpiecznie żyć w królestwie samego tylko słowa, obrazu, sofizmatu. Stąd wniosek, że należy postulować trzecią zasadę: rzeczywistość jest ważniejsza od idei. Pociąga to za sobą unikanie różnych form ukrywania rzeczywistości: angelicznych puryzmów, dyktatury relatywizmów, pustej retoryki, projektów bardziej formalnych niż realnych, fundamentalizmów antyhistorycznych, intelektualizmów pozbawionych mądrości. (231)

[…] idealizmy i nominalizmy […] klasyfikują i definiują, ale nie angażują. To, co angażuje, to rzeczywistość oświecona rozumowaniem. Trzeba przejść od formalnego nominalizmu do harmonijnej obiektywności. W przeciwnym wypadku manipuluje się prawdą, podobnie jak gimnastykę zastępuje się kosmetyką. Są tacy politycy – a także przywódcy religijni – którzy zastanawiają się, dlaczego lud ich nie rozumie i za nimi nie idzie, skoro ich propozycje są tak logiczne i jasne. Prawdopodobnie dzieje się tak dlatego, że usadowili się w królestwie czystych idei i sprowadzili politykę lub wiarę do retoryki. Inni zapomnieli o prostocie i ściągnęli z zewnątrz racjonalność obcą i niezrozumiałą dla ludzi. (232)

Rzeczywistość jest ważniejsza od idei. (233)

Całość jest czymś więcej niż część i czymś więcej niż ich prosta suma. (235)

Wiarygodność orędzia chrześcijańskiego byłaby o wiele większa, gdyby chrześcijanie przezwyciężyli swoje podziały […] (244)

Szczególne spojrzenie kierujemy na naród żydowski, którego Przymierze z Bogiem nie zostało nigdy odwołane, ponieważ «dary łaski i wezwanie Boże są nieodwołalne» (Rz 11, 29). (247)

Bóg nadal działa w narodzie Starego Przymierza i sprawia, że rodzą się skarby mądrości wypływające z jego spotkania ze Słowem Bożym. (249)

My, chrześcijanie, powinniśmy przyjąć serdecznie i z szacunkiem islamskich migrantów przybywających do naszych krajów, podobnie jak mamy nadzieję i prosimy, byśmy byli przyjmowani z szacunkiem w krajach o tradycji islamskiej. Proszę, pokornie błagam te kraje, aby zapewniły wolność chrześcijanom, by mogli sprawować swój kult i żyć swoją wiarą, uwzględniając wolność, jaką wyznawcy islamu cieszą się w krajach zachodnich! (253)

To prawda, że zaufanie do niewidzialnego może przyprawić o zawrót głowy: przypomina zanurzenie się w morzu, gdy nie wiemy, co nas spotka. Ja sam doświadczyłem tego wielokrotnie. (280)

 

 

akt mowy

Basia Krupka

 

A wreszcie rzekł Bóg: «Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam. Niech panuje nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym, nad bydłem, nad ziemią i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi!» Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę. Po czym Bóg im błogosławił, mówiąc do nich: «Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną; abyście panowali nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi». I rzekł Bóg: «Oto wam daję wszelką roślinę przynoszącą ziarno po całej ziemi i wszelkie drzewo, którego owoc ma w sobie nasienie: dla was będą one pokarmem. A dla wszelkiego zwierzęcia polnego i dla wszelkiego ptactwa w powietrzu, i dla wszystkiego, co się porusza po ziemi i ma w sobie pierwiastek życia, będzie pokarmem wszelka trawa zielona». I stało się tak. (Rdz 1,26-30; Biblia Tysiąclecia)

W pierwszym opisie stworzenia człowieka na pierwszy plan wysuwa się przede wszystkim skutek działań Boga. Z językoznawczej perspektywy warto jednak zagłębić się nie w to, co zostało stworzone, lecz w jaki sposób.

Wiele dyskusji rozpętało się na temat samego aktu stworzenia. Lecz do tej pory chyba żaden z badaczy nie powiązał go z teorią aktów mowy Austina*. Bóg nie stwarzał świata (według przytoczonego wyżej opisu) z istniejącej materii, lecz posługiwał się Słowem. Działał więc w rzeczywistości językowej w taki sposób, który tworzy nową, także pozajęzykową rzeczywistość.

Austin podzielił akt mowy na trzy aspekty: lokucyjny, illokucyjny i perlokucyjny. Lokucja to, mówiąc najprościej, tworzenie i artykułowanie wypowiedzi. W powyższym tekście jest to samo brzmienie wypowiadanych słów. Illokucja to intencja, w jakiej tworzona jest wypowiedź. Kierowana jest do odbiorcy w jakimś konkretnym celu, na przykład kiedy mówimy „przepraszam”, aspektem illokucyjnym będzie nasza chęć, aby rzeczywiście kogoś przeprosić. W tekście biblijnym będzie to zaś prawdziwa chęć stworzenia człowieka zgodnie z Bożym zamysłem. O perlokucji mówimy zaś, gdy wypowiedź okazuje się skuteczna, wywołuje u odbiorcy zamierzony efekt.

Tu pojawić się może pewien problem natury ontologicznej. W powyższych aspektach aktu mowy uwzględniony jest bowiem odbiorca, wydaje się zaś, że Bóg „rzecze” w pustkę. Czy zatem Austin nie miał racji, formułując swoje tezy związane z performatywami** (z którymi mamy tu niewątpliwie do czynienia, skoro pewna rzeczywistość zostaje skutecznie stworzona wyłącznie za pomocą aktu mowy)? Wydaje się, że odpowiedź może być inna. Skoro Bóg istnieje poza czasem, to również w taki sposób odbywa się stwarzanie człowieka. Kiedy więc mówi „uczyńmy człowieka”, wypowiedź tę kieruje do istoty, który już istnieje w Bożych zamysłach, nie do jakiegoś przyszłego, nieokreślonego bytu.

Tę tezę zdaje się podkreślać paralelizm składniowy, czyli figura polegająca na powtarzaniu zdań o podobnej budowie. W stworzeniu świata tę funkcję pełnią dwa powtarzające się sformułowania: „A potem Bóg rzekł” oraz „A Bóg widział, że były dobre”. Paralelizm ma na celu podkreślenie równoległości zdarzeń. Można więc, w perspektywie nieograniczoności Boga czasem i przestrzenią, pokusić się o stwierdzenie, że Bóg stwarza każdego człowieka cały czas, za pomocą swoich Słów (rozumianych m.in. jako Biblia).

*John Austin (1911-1060) – brytyjski filozof, znany przede wszystkim z wykładów dotyczących filozofii języka
**performatyw – szczególny rodzaj aktu mowy będący jednocześnie działaniem, np. podziękowanie, przeproszenie